Pytania z tagiem: Opatrzność
Czy dzień naszej śmierci jest z góry ustalony przez Boga i czy będzie to moment, w którym dusza jest w najlepszym stanie, aby być zbawiona? Na przykład ktoś jest całe życie katolikiem i umiera w łasce uświęcającej, więc ma dobry moment na odejście, a ktoś, mimo że jest katolikiem, to w pewnym momencie idzie w złą drogę, np. niesakramentalny związek, więc prawdopodobieństwo śmierci w stanie łaski jest mniejsze. A co przy śmierci nagłej? Albo np. człowiek umiera w grzechu, ale za 20 lat pod wpływem modlitw by się nawrócił, a tak - Bóg go zabrał przed tą szansą.
Czy nasi zmarli nas widzą, czy potrzebne jest do tego specjalne Boże objawienie?
Nawiązując do ostatniego pytania o krzyż - czy każdy człowiek jest powołany, aby mieć w swoim życiu jakiś ciężki krzyż czy jest to łaska dla wybranych? Obecnie w życiu oprócz trudności dnia codziennego i zmagania się z grzechami nie odczuwam jakichś bolesnych krzyży. Czy to wystarczy? Czy to oznacza, że Bóg przygotowuje coś o wiele bardziej ciężkiego? Przyznam, że kiedy ostatnio ksiądz odpowiedział w ten sposób, to troszkę się przestraszyłem. Zastanawia mnie, czy ilość cierpień w życiu człowieka może mieć związek z tym, ile on popełnia grzechów ciężkich? Czy jeśli człowiek ma więcej wad oraz złych skłonności, to Bóg da mu więcej krzyży w celu odpokutowania lub opamiętania się?
Jeżeli każdy ma nieść swój krzyż, a ktoś ich nie ma, bądź ich nie widzi w swoim życiu (od wielu lat), to jak powinien to interpretować? Skoro Bóg jest sprawiedliwy i tym co pójdą do piekła "musi" wynagrodzić tutaj na ziemi, to jak ktoś nie ma krzyży, więc można powiedzieć, że mu się powodzi, to czy jest to powód do obaw? Jak taką sytuację zrozumieć?
Czy z moją wiarą jest coś nie tak, jeśli nie jestem zbytnio "intencyjny" w modlitwie? Uważam katolicką doktrynę o wszechwiedzy i opatrzności Bożej za wspaniałą i przez to nawet jak w mojej rodzinie dzieją się jakieś złe rzeczy, to nie odczuwam jakiejś potrzeby, żeby modlić się specjalnie w tej konkretnej intencji, a prędzej o wytrwanie i akceptację Bożej woli.
Czy ma ksiądz jakieś doświadczenia Bożego działania w księdza życiu, którego nie da się wyjaśnić w inny sposób, naturalny? Myślę, że takie świadectwa bardzo pomagają utwierdzić się w wierze obok argumentów rozumowych.
Innymi słowy, czy w księdza życiu zdarzyło się coś, co można potraktować jako ponadnaturalny dowód działania Pana Boga?
Dlaczego Bóg nigdy nie koryguje, poprzez interwencję, postanowień doktrynalnych (w ogóle żadnych postanowień) Kościoła? Oczywiście nie koryguje też postanowień podrugosoborowych.