Pytania z tagiem: kazuistyka
Czy w cerkwi jest stale Najświętszy Sakrament? Czy wchodząc do cerkwi, aby obejrzeć dzieła sztuki, powinnam po katolicku uklęknąć przed ikonostasem? Przeżegnać się? Czy nic nie robić?
Czy według księdza uczestnictwo w Novus to grzech? Ze względu na moją mamę, która ma trochę utrudniony dojazd do kaplicy Bractwa, uczęszczam z nią na Novus w soboty, a sam jeżdżę do Bractwa w niedzielę. Bardzo interesuje mnie, co ksiądz myśli o mojej sytuacji. Komunię przyjmuję zawsze godnie, nigdy do rąk. Co ciekawe, ksiądz lokalny nie jest jakimś wielkim modernistą - powiedział mi, że chodzenie do Bractwa jest jak najbardziej okej.
Jakie są obowiązki męża i ojca trójki dzieci względem żony, która dopuściła się zdrady małżeńskiej, nie chce się nawrócić, nie chce podjąć wysiłku związanego z odbudową relacji małżeńskiej, a co więcej, spodziewa się dziecka z innym mężczyzną? Co jeszcze mąż, prócz modlitwy za żonę, może zrobić w takiej sytuacji?
Czy homeopatia to grzech?
Ostatnio byłem u spowiedzi. Po wyznaniu grzechów otrzymałem pokutę, ale nie usłyszałem rozgrzeszenia. Tzn. albo ksiądz powiedział to bardzo cicho, albo wcale. Wcześniej mówił głośno i wyraźnie. Co teraz zrobić?
Mam pytanie dotyczące członka mojej rodziny, dlatego bardzo zależy mi na jego dobru. Jest ginekologiem i przepisuje pacjentkom różne farmakologiczne środki antykoncepcyjne. Czy jest to grzech i powinnam ostrzec taką osobę o konsekwencjach dla jej duszy?
W którym dokładnie momencie dochodzi do przyjęcia Komunii? W momencie, gdy ksiądz położy Hostię na języku, czy dopiero wtedy, gdy zostanie ona połknięta?
Pytam głównie dlatego, że zawsze uczono mnie, aby Hostię połykać w całości, a teraz z zaskoczeniem dowiaduję się, że wiele osób trzyma Hostię w ustach, aż się rozpuści. Czy nie sprawia to przypadkiem, że może dojść do zniszczenia przypadłości chleba, a co za tym idzie do ustania Obecności? Szczególnie że w ślinie znajduje się amylaza, która rozkłada skrobię zawartą w Hostii, więc tu nie dochodzi tylko do rozdrobnienia, ale też przemian chemicznych. Co prowadzi do wniosku, że jeśli ktoś trzymał ją w ustach na tyle długo, że doszło do całkowitego rozpadu postaci chleba, a przyjęcie Komunii ma miejsce dopiero w momencie połknięcia, to nie przyjął Komunii wcale, przynajmniej nie sakramentalnie (bo duchowo ze względu na intencję pewnie tak).
Czym dokładnie jest miłość bliźniego? Pytam, ponieważ obawiam się, że popełniam grzech dot. miłości bliźniego, bo bardzo wiele osób mnie drażni, denerwuje i nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt i rozmowę z nimi. Są to osoby o poglądach skrajnie lewicowych, zindoktrynowane modnymi lewicowymi ideologiami, żyjące bez Boga, w ciężkich grzechach, wyuzdane, wulgarne w słowach, czynach i wyglądzie zewnętrznym. Jednym słowem bardzo odpychające. Niestety nie jestem w stanie wskrzesić w sobie miłości do tego sortu ludzi, choć oczywiście w sytuacji zagrożenia ich zdrowia i życia, lub w sytuacji innej, w której poprosiliby mnie o wsparcie, nie odmówiłabym im, nie mając żadnych oporów i wątpliwości, żeby udzielić im niezbędnej pomocy.
Reasumując, życzę tym ludziom jak najlepiej, żeby się nawrócili, i jestem gotowa udzielić im pomocy, ale nie odnajduję w sobie miłości do nich, bo po prostu nie potrafię – czy to jest grzech przeciw miłości bliźniego? I jaka jest dokładna definicja miłości bliźniego?
Jak należy moralnie oceniać posiadanie dóbr luksusowych? Po co mieć Maybacha, skoro można mieć Fiata? Po co Rolex, jeśli można mieć Casio? Ostatnio nabyłem dwa stosunkowo drogie zegarki, bo bardzo mi się podobały. Nikomu nic przez to nie zabrakło, ale obawiam się, czy to nie jest pożywka dla pychy i próżności, a trucizna dla cnoty ubóstwa.
Mam pytanie a propos obmowy.
Niedawno zakupiliśmy książeczkę Ignacy Loyola Ćwiczenia duchowne. W punkcie 41 stoi: Nie mówić niczego oszczerczego ani ujemnego o drugich. Bo jeśli ja wyjawiam cudzy grzech śmiertelny, który nie był publiczny, sam grzeszę śmiertelnie; a jeśli grzech lekki, grzeszę lekko. (...). Mając prawą intencję można w dwojaki sposób mówić o grzechu lub upadku drugiego. Pierwszy sposób – gdy grzech jest publiczny (...) Drugi sposób - gdy grzech ukryty wyjawia się komuś, aby on temu, który jest w grzechu, pomógł do podniesienia się z upadku; trzeba jednak mieć poważne podstawy do sądzenia, że on będzie w stanie przyjść mu z pomocą.
Więcej punktów, kiedy można mówić o grzechu cudzym, nie ma. I tu rodzą się pytania:
Co gdy chcemy kogoś ostrzec przed drugą osobą? Z takich rozmów/analiz może dopiero wyrosnąć coś dobrego, jakiś pomysł, jak pomóc (co dwie głowy to nie jedna), ale wtedy, zaczynając rozmowę, nie ma "poważnych podstaw do sądzenia, że rozmówca będzie w stanie przyjść z pomocą".
Kiedy osoba jest publiczna? Chodzi dosłownie o osoby publiczne rozumiane jak współcześnie, czy po prostu znana w danym kręgu, np. członek tej rodziny i wszyscy uczestnicy rozmowy ją znają? Może ksiądz podać kilka przykładów, kiedy taka obmowa jest grzechem, a kiedy nie? Wiem, że jest film na kanale, ale nadal mamy wątpliwości.
Mój brat ma firmę pokerową, gdzie organizuje turnieje w Polsce i wyjazdy do kasyna (ale tylko na pokera) na Słowację + turnieje pokerowe we własnej aplikacji online. Brat jest katolikiem novusowym, ja Tradi. Przez parę lat nasze relacje były bardzo złe, ponieważ widziałem w tym zagrożenia lub nie do końca pasujące zajęcie dla katolika.
Czy mógłby ksiądz wytłumaczyć, czy katolik może mieć takie zajęcie? Jako szef sprowadza graczy do kasyna, choć gra w pokera odbywa się na innym piętrze niż maszyny - a przed maszynami sam przestrzega graczy. (...) Brat proponuje mi współpracę, ale od lat odmawiam, choć zawsze mi smutno, bo chciałbym wspólnie działać z bratem (ale oczywiście jeszcze bardziej chcę zostać świętym).
-
Czy mogę bratu kibicować, gratulować, jak wygra?
-
Jak żyć?
Czy wie ksiądz o męskich wiernych z Bractwa w Radości/Józefowa/okolic, którzy są stanu wolnego i w wieku 40+? Od czasu odejścia ojca mojego dziecka od wielu lat żyje sama i nie chce wchodzić w niesakramentalny związek. Chciałabym jeszcze ułożyć sobie życie, przez które od kilkunastu lat idę sama. Nie mam pomysłu, jak "w tym wieku" znajduje się męża. Proszę o wskazówkę i jednocześnie modlitwę w tej intencji.
Jak to jest z krzyżem i obrazami? Czy krzyż musi być w każdym pomieszczeniu w domu? Czy faktycznie musi być nad drzwiami? Czy nad drzwiami może być obrazek np. Matki Boskiej? Czy katolik nie powinien wieszać w domu ikon z Grecji? Czy obraz, krzyż musi być poświęcony? Czy w czasie Wielkiego Postu należy zasłaniać taki domowy krzyż?
Jakiś czas temu odkryłem tradycję katolicką i od tego czasu zacząłem chodzić na Msze Święte do FSSPX. Z moją narzeczoną jesteśmy razem już dość długo – poznaliśmy się jeszcze zanim zacząłem uczęszczać na tradycyjną liturgię. Teraz planujemy ślub. Moja wybranka nie jest związana z Bractwem, dlatego podjęliśmy decyzję, że nasz ślub ograniczy się wyłącznie do samego udzielenia sakramentu małżeństwa (bez Mszy). Narzeczona nie chce bowiem ślubu na Mszy tradycyjnej, a ja z kolei nie chciałbym ślubu na nowej Mszy (Novus Ordo). Co ksiądz myśli na ten temat?
W książce "Złota książeczka - o praktyce pokory" napisane jest, że katolik powinien unikać próżnych rozmów. Jakie to dokładnie są rozmowy? Mam wrażenie, że większość rozmów, zwłaszcza w kameralnym gronie, jest właśnie o wszystkim i niczym. Nikt raczej przy kawie czy przy piwie nie rozważa Sumy Teologicznej. :)
W poprzednich PiO było pytanie o to, jak postąpić, gdy umierająca osoba nie chce się nawrócić i trwa w błędach i herezji.
Mówił też ksiądz, że prawo kościelne zawsze stoi niżej wobec norm prawa Bożego, w sytuacji konfliktu norm, jakie trzeba wykonywać.
Miałem kiedyś przypadek kapłana, który udzielił rozgrzeszenia Świadkowi Jehowy w ostatnich godzinach jej życia, gdy straciła przytomność, ze wszystkich jej grzechów. KPK zakazuje udzielania sakramentów świętych Kościoła Katolickiego heretykom, którzy w nie nie wierzą i którzy żyją w schizmie. Czy kapłan ów popełnił ciężki grzech, skoro złamał taki zakaz, czy też dokonał aktu miłosierdzia Bożego, szczególnie w ostatnich godzinach ziemskiego życia duszy, która być może została tym aktem uratowana od piekła? Podobno kapłanom wolno jest w zagrożeniu życia udzielać rozgrzeszenia nawet umierającym nienależącym do Kościoła, gdy nie mogą używać rozumu, np. są w śpiączce, nieprzytomni lub w agonii, a tym samym używać świadomie rozumu w aktach przyjęcia lub odrzucenia łaski Bożej. Czy to prawda?
Czy jest sens modlić się za narcyza? Psychologowie twierdzą, że tacy ludzie nie są w stanie się zmienić, bo to głębokie zaburzenie osobowości. Znam przynajmniej dwie takie osoby i chciałabym im pomóc modlitwą i ofiarowaniem umartwień w intencji ich nawrócenia i zbawienia. Ale skoro ich złe czyny wynikają z zaburzenia psychicznego, to może nie ponoszą moralnej winy i moje wysiłki byłyby "zmarnowane"?
Czy o powołaniu kapłańskim może decydować po prostu pragnienie życia kapłańskiego, dobra wola i brak przeciwwskazań, czy może potrzebne jest jakieś specjalne natchnienie? Mam 16 lat, jak mam rozpoznać swoje powołanie? Czy wystarczy po prostu tego zapragnąć?
Jestem babcią :). Od roku FSSPX, wcześniej NOM i 15 lat neo. Mam trzech wnuków, rodzice nie chodzą do kościoła. Najmłodszy 2 i pół, nie ochrzczony, 9-latek w przyszłym roku w szkole komunia. Rodzice dzieci pewnie na sakramenty w NOM by się zgodzili ale FSSPX to dla nich dziwactwo. Czy nalegać, żeby mimo wszystko sakramenty przyjęli w NOM? Czy dać sobie spokój i zapoznawać wnuki z Tradycją?
W sprawie kanonizacji posoborowych papieży: jak przekonać się do świętości takich papieży, jak św. Paweł VI, skoro wiemy, że wprowadził NOM i umożliwił inne złe rzeczy? Św. Tomasz z Akwinu podobno mówi, że kanonizacje są nieomylne, a argument, że sposób kanonizacji po soborze uległ zmianie też nie działa, ponieważ papież ma prawo zmieniać sposób kanonizacji. Poproszę o odpowiedź dla skrupulanta.
W radach dla skrupulantów mówił ksiądz, by dawne grzechy wyznawać tylko te, które są ciężkie i wiemy, że ich nie wyznaliśmy. Tylko co jeśli materia jest ciężka, ale nie mieliśmy świadomości, że to grzech ciężki, jak odróżnić, czy była to niewiedza zawiniona czy niezawiniona?
Ponieważ w jednym PIO ksiądz mówił, że jeśli ktoś nie wiedział czegoś, co powinien wiedzieć z katechizmu, to pomimo fizycznej niewiedzy, będzie to niewiedza zawiniona. Czy w sumie to nie powinniśmy wszystkiego wiedzieć lub większości? Rzekomo wydaje mi się, jakbym w przeszłości powinna była wiedzieć wiele rzeczy, których nie wiedziałam. Jak odróżnić tę niewiedzę zawinioną od niezawinionej? Czy bycie dzieckiem, czy młodym nastolatkiem daje jakieś usprawiedliwienie niewiedzy?
Moi bliscy zasadzili palmę poświęconą na novusie w doniczce. Mam 2 pytania w tym temacie:
-
Czy w kościołach posoborowych dalej możemy mówić o wodzie święconej? Słyszałem, że po SW2 zmieniły się te modlitwy, więc czy mamy tu do czynienia w ogóle z poświęceniem palm?
-
Czy zasadzenie poświęconej palmy jest czymś grzesznym? Ja byłem dosyć sceptyczny, jak to widziałem, ale mam skrupuły, więc wolę się zapytać tu.
W apologetycznym katechizmie ks. Gadowskiego w rozdziale o sumieniu jest napisane:
"Przy sumieniu chwiejnym nie wolno działać, ale trzeba wyrobić sąd sumienia pewny. Kto bowiem działa w niepewności, grzeszy, bo przypuszcza, że czyn może być zły, a jednak go spełnia."
Chwilę wcześniej jest napisane, że najwyższy stopień sumienia niepewnego to sumienie skrupulantne. A więc rozumiem, że ten kawałek odnosi się również do skrupulantów?
Załóżmy, że jest jakiś czynnik, którego nie bierzemy pod uwagę, a który obiektywnie rozsądziłby, że apostolat Bractwa jest błędny, tylko nie dostrzegamy go. Czy w takim razie na sądzie ostatecznym mogę zostać potępiony za to, że przylgnąłem do struktury, która z jakiegoś powodu jest w błędzie, ale ja tego nie dostrzegłem?
Czy katolik może uprawiać sport? A bardziej precyzując, co zrobić, jeśli zawody sportowe, które się uprawia, są rozgrywane w niedzielę? W przypadku mojego dziecka chodzi o szachy, gdzie większość zawodów jest w niedzielę. Pewnie dotyczy to też innych dyscyplin. Oczywiste jest, że Msza Św. jest ważniejsza i jeśli jest tylko jedna w danym dniu i nie można w niej uczestniczyć, to jak żyć?
Czy istnieje przyjaźń damsko-męska?
Czy normalne jest, że mężczyzna, mając już ukochaną kobietę, będzie spotykał się/pisał/utrzymywał stały kontakt z koleżankami/przyjaciółkami? Jeśli tę kobietę rani taki kontakt, to czy w imię miłości do niej, mężczyzna powinien zerwać kontakt z takimi koleżankami (nawet jeśli świetnie się z nimi dogaduje na poziomie koleżeństwa/przyjaźni, bez jakichkolwiek przesłanek do kontaktów romantycznych z tymi koleżankami)?
Czy mógłby ksiądz omówić w skrócie nieumiarkowanie w jedzeniu? Gdzie jest ta granica? Czy np. zjedzenie tabliczki czekolady lub paczki chipsów po obiedzie do syta jest nieumiarkowaniem?
Co odpowiedzieć komuś bliskiemu, kto mówi nam, że jest wierzący, ale nie praktykujący?
Czy wystarczy powiedzieć mu, że to stwierdzenie jest tzw. oksymoronem, tzn. że jest samo w sobie sprzeczne, bo wiara to również praktyka, czyli fizyczne oddawanie czci Bogu poprzez widzialne uczynki (chodzenie na Mszę Św., przyjmowanie sakramentów etc.)? Wiele osób z mojego kręgu rodziny i znajomych tak mi odpowiada i wiem, że obecnie jest to bardzo popularne podejście do sprawy wiary i religii.
Jak powinnam postąpić, kiedy rozmowa z moim bratem, który ma wiele problemów (homoseksualizm, uzależnienia, depresja, życie według filozofii buddyjskiej), powoduje we mnie chęć udostępnienia mu np. księdza filmiku. Bardzo chciałabym bratu pomóc, jednak wiem, że moje słowa nic nie zmienią.
Jednak ta świadomość, że np. czegoś nie mogę powiedzieć, bo go urażę (że homoseksualizm to zaburzenie i grzech), albo nie mogę bronić dzieci nienarodzonych, bo wiem, że to nic nie da, ale jest we mnie ta część, która powiedziałaby tak wiele. Sprawa w sumie dotyczy i siostry, i rodziców po rozwodzie w ponownych związkach.
Czy mam się jakoś ogólnikowo modlić za rodzinę? Czasami mam poczucie winy, że nie odmawiam za każdego z nich różańca. Tylko że niedawno wyszłam też za mąż, jestem w ciąży. I nie chcę też zaniedbać modlitw za moją rodzinę, którą tworzę. Jak to ugryźć, żeby pomóc i być spokojną z czystym sumieniem?
Czy jest to pobożna ludowa tradycja, czy może jednak obowiązek, który na nas (niewiasty) nakłada Kościół? Wiem, że Bractwo stosuje się do Prawa Kanonicznego z roku 1917 i swoim wiernym również to zaleca. Tam jest napisane, że niewiasty mają obowiązek zakrywania głowy w Kościele, a tym bardziej podczas przyjmowania Komunii Świętej. Św. Paweł w swoim liście również do tego nawiązuje, więc wydaje się to kwestia dość istotna. A jak to tak naprawdę jest respektowane w kaplicach Bractwa? Bo można usłyszeć różne teorie. Jedni mówią, że trzeba zakrywać, inni znów, że nie trzeba i wręcz odradzają jakoby nakrycie głowy miało przeszkadzać w skupieniu na Mszy Świętej. Wiem, że jest w Polsce kaplica, w której jest nadreprezentacja niewiast z odkrytymi głowami i nie są to bynajmniej nowe osoby. Nigdy tam też nie było katechezy czy kazania na ten temat. A czy powinno? Nowe osoby, które przychodzą raczej biorą przykład z większości, bo nie chcą należeć do "dziwacznej" mniejszości. Jest to bardzo dziwna sytuacja.
Czy mógłby ksiądz wyjaśnić, kiedy u dzieci nieposłuszeństwo jest już grzechem ciężkim? Gdzie jest granica? Odpowiedź proszę skierować do dziecka.
Czy prokrastynacja raczej jest grzechem, czy problemem psychologicznym do rozwiązania?
Który sposób słuchania mszy przez wiernych jest lepszy? Śledzenie tekstów w mszaliku i łączenie własnej modlitwy tymi słowami z modlitwą kapłana czy odłożenie tych słów na bok i kontemplacja Męki Pańskiej?
Co w sytuacji, kiedy nie czujemy się na siłach spełniać obowiązków stanu, czy to w kapłaństwie, czy małżeństwie, zarówno fizycznie, jak i mentalnie, psychicznie?
Jak "wdrożyć" w tradycyjną Mszę świętą dziecko w wieku nastoletnim, 12-14 lat, wychowane na novusie? Wiadomo, jaki to trudny wiek 😏. Czy takie dziecko może/powinno pójść w Bractwie do bierzmowania, czy z racji tego, że jest "spoza" i dopiero (okazjonalnie) do kaplicy zaczyna chodzić - to lepiej bierzmowanie trochę odroczyć, a może odbyć w parafii?
Czy mógłby ksiądz trochę omówić temat homeopatii? Dlaczego Kościół jej nie zaleca i czy naprawdę stosowanie tych granulek może mieć jakikolwiek wpływ na naszą duchowość?
Mieszkam 30 km od miejsca, gdzie Msze Św. Wszechczasów odbywają się regularnie (co niedzielę i w święta). Z pewnych względów nie jestem w stanie tam być, a kocham Msze Św. trydencką i gdybym mogła, chodziłabym na nią codziennie (miałam taką okazję mieszkając w Irlandii). Pragnę często uczestniczyć we Mszy św, ale zostaje mi tylko Novus do wyboru (poza sporadycznymi sytuacjami, gdzie w mojej okolicy jeden ksiądz odprawia czasami trydencką i mogę wtedy uczestniczyć).
Na Novus chodzę tam, gdzie wiem, że jest ksiądz, który potrafi odprawić ją najpiękniej, tzn. ile się da z niej wyciągać (ten ksiądz na ile może, na tyle korzysta z modlitw z trydenckiej, z jej układu, ale po polsku, ma złączone palce po Konsekracji). Ale boli mnie serce, że nie mogę z tego skarbu Kościoła czerpać do woli.
Pytanie moje jest takie: księże Bańko, przestrzegał ksiądz przed Novus. Co zatem zrobić z pragnieniem serca, by być na codziennej Mszy? Chodzić na Novus czy nie?
Kiedy kłótnia małżeńska jest grzechem ciężkim, kiedy lekkim, a kiedy wcale nim nie jest? Jak się sprzeczać po katolicku?
Jak odmawiać różaniec? Co robić w tym czasie? Czy skupiać się na słowach modlitwy, czy na tajemnicy, czy na intencji, w której się modli? Dla mnie różaniec jest ciężki, bo czuję, że go źle odmawiam, bo się rozpraszam, bo nie myślę w pewnym momencie o niczym pobożnym. To mnie zniechęca.
Czy jest grzechem niedochowanie pełnych 3h postu eucharystycznego, po tym jak zdecydowaliśmy trzymać się tej praktyki? Wiem, że obowiązuje 1h pod karą grzechu, ale czy jeśli z jakiegoś powodu zachowamy np. 2h zamiast 3h lub mniej, ale jeszcze powyżej godziny, to czy mimo wszystko jest to grzechem ciężkim?
Jeżeli zarówno mężczyzna, jak i kobieta stracili możliwość spłodzenia potomka to czy mogą wtenczas wziąć ślub ze sobą lub czy jeden z nich może wziąć ślub z osobą zdrową po tym jak poinformuje ją o swojej chorobie?
Pytam ponieważ stoi to w sprzeczności z najważniejszym celem małżeństwa, jakim jest rodzenie dzieci.
Co jeśli zostanie nam powierzona tajemnica, a ktoś dopytuje o tę sprawę? Np. jeśli odpowiedź twierdząca była złamaniem tajemnicy, to czy odpowiedź przecząca jest grzechem? Jak powinniśmy się wtedy zachować? "Nie mogę powiedzieć" też jest pewnego rodzaju sugestią.
Kiedy mamy do czynienia z grzechem przeciwko Duchowi Świętemu (bliźniemu łaski Bożej zazdrościć)? Czy jeśli pomyślałem, że rodzice znajomego są bardziej pobożni od moich i pewnie dlatego oni i ich dzieci mają więcej łask, i że może gdyby moi byli bardziej pobożni, to np. nie chorowaliby tak często i w ogóle byłoby wtedy lepiej, to czy pojawienie się takiej zazdrości jest już takim grzechem? Chwilę później przyszło mi do głowy, że nie powinienem tak myśleć, bo to może być taki grzech i teraz mnie to martwi.
Jak żyć po katolicku, gdy się ma depresję, gdy się ucieka w sen, gdy nie ma się cnót rozwiniętych w tym stopniu, by przezwyciężyć niemoc i spełniać obowiązki katolika?
Czy okoliczności mogą sprawić, że modlitwa będzie czymś niestosownym? Np. ktoś modli się w czasie kąpieli, albo pracownik kanalizacji podczas swojej pracy?
Wiele się mówi o grzechach cielesnych, mało o duchowych i próbie rozeznawania ich ciężaru. Czasem ktoś ma zamiłowanie do „wyjątkowej" muzyki, książek, sztuki, bo w tym szuka potwierdzenia tego, że jest „inny” niż wszyscy, szuka ludzi podobnie „uwrażliwionych”, twierdzi, że w ten sposób odkrywa siebie, bo myśli, że niektórzy ludzie są „bardziej wyjątkowi”. To potem go prowadzi do otaczania się takimi „niezwykłymi” jednostkami i oddalania się od „zwykłych” i „prostych” ludzi, bo są „nudni” - pojawia się niechęć do prostoty, zwykłości, dobroci - bo są zbyt zwyczajne - co to za rodzaj pokus, jak one działają?
Proszę księdza o pomoc w zrozumieniu tekstu Katolickiej Etyki Wychowawczej o. Woronieckiego dot. Cudzołóstwa, kiedy są z niego dzieci.
Chodzi o fragmenty: "Z reguły nie można od niej wymagać aby wyznała swą winę (mówimy o cudzołożnej żonie która wie, że dziecko jest nieślubne), gdyż nie sposób przewidzieć następstwa (...)" oraz "I nie należy mówić, że spokój takiej rodziny oparty jest na kłamstwie, nie jest bowiem jeszcze kłamstwem ukrywanie prawdy, która mogłaby przynieść tylko szkodę." (Tom 3, strony 224/225).
Ad 1. Taka kobieta może zdradzić męża, mieć dziecko z innym, ukrywać to przed nim przez resztę życia. I to jest ok? No bo inaczej by były konsekwencje (...). Czy nawet jeśli jedyne dziecko jest z cudzołóstwa, to dalej przed takim mężem można ukrywać? Co jak się potem jej znów "zdarzy" zdradzić i teraz mąż wychowuje dwoje nie swoich dzieci, albo troje? (...)
Ad 2. Czy taka matka może powiedzieć w ramach tego "niekłamania, tylko unikania prawdy": "on jest też twoim synem" w jakiejś dyskusji pomiędzy nimi? Wydawałoby się to już zdecydowanie poza "tylko niemówieniem prawdy". Moim zdaniem wynika stąd lekcja dla mężów, którzy powinni po urodzeniu każdego dziecka oficjalnie zapytać, czy jest to jego dziecko, żeby uniknąć takiego "nie kłamstwa". (...)
Czy kobieta może mieć lekki makijaż, czy powinna być całkowicie naturalna? Trafiłam na stare rozważania, w których są modlitwy za dusze czyśćcowe wynagradzające Bogu to, że niewiasty malowały twarz czy paznokcie.
Uczynki miłosierdzia - mieszkam w Warszawie i widzę czasem żebrzących ludzi, np. w metrze. Jest mi bardzo trudno podejść do takich ludzi, samo dawanie pieniędzy nie jest dla mnie problemem, ale to nie uspokaja sumienia. Często myślę, że powinnam podejść, zagadać, pomóc jakoś inaczej, a z drugiej strony myślę, że to oszuści. Więc najczęściej jest tak, że mijam tych ludzi nie reagując w żaden sposób, a potem się zadręczam, chce mi się płakać, boli mnie żołądek ze stresu, ale nie potrafię się przełamać. Cały czas mam w głowie słowa Pana naszego Jezusa Chrystusa z Mt 25,41-46. Jak powinien zachowywać się w takiej sprawie katolik?
Czy można chodzić na Mszę Świętą do Katolickiego Ruchu Oporu, jeśli nie ma możliwości w Bractwie?
Czy gdyby wierny będący na NOMie usłyszał z ambony jawną herezję (np. odczytany byłby ostatni list KEPu (...)), to jeśli taki wierny by wstał, przeprosił innych wiernych i krzyknął "herezja!" (i może dałby krótkie wyjaśnienie), to czy to byłoby właściwe zachowanie? Zakładając, że przed Mszą upomniał księdza, aby nie mówił takich rzeczy? Jeśli nie, to jak się zachować? Czy taka reakcja, jak opisałem wyżej jest wskazana w jakichś konkretnych przypadkach?
Co może zrobić katolik (skrupulant czy nie), który po prostu nie pamięta czy nie dopuścił się zatajenia grzechu na spowiedzi w czasach swojej młodości, kiedy nie znał (z dzisiejszej perspektywy) dobrze katechizmu, nauki o spowiedzi i powagi sytuacji ewentualnego zatajenia? Jak walczyć z takimi pokusami/myślami, że się nie jest w stanie łaski, kiedy nie sięga się już pamięcią do dawnych lat?
Powiedział ksiądz kiedyś, że warto modlić się za samobójców, jako że Bóg jest ponad czasem i nasze modlitwy mogą wpłynąć na wyrok nad już zmarłym człowiekiem. Jak to się ma do historii o św. Grzegorzu Wielkim i Trajanie, według której św. Grzegorz modlił się za zbawienie zmarłego Trajana, mimo tego, że ów był poganinem, a Bóg go wysłuchał, lecz zakazał mu na przyszłość modlić się za potępionych i ukarał papieża ciągłymi chorobami?
Czy jeśli zapisuję się na kurs/szkolenie, które jest mi potrzebne, a którego zajęcia stacjonarne są tylko w niedzielę (3. niedzielę z rzędu) w godzinach Mszy św. w danym obszarze, to czy popełniam grzech?
Skoro kapłan, po nałożeniu na mnie szkaplerza, uczynił znak krzyża, mówiąc, że poświęca wszystkie szkaplerze, które będę nosić, to czy rzeczywiście będą poświęcone i nie muszę ich do poświęcenia dawać?
Mam 26 lat. Z mężem mamy dzieci w wieku 3 i 1,5 roku, a wkrótce urodzi się nasze trzecie. Ostatnie lata były dla nas bardzo intensywne - zarówno pod względem powiększania rodziny, jak i pracy męża. Wiem, że jestem młoda i zdrowa, więc teoretycznie mogłabym mieć jeszcze więcej dzieci, ale czuję też zmęczenie i czasem niechęć do kolejnych ciąż i wyzwań. Czy istnieją jakieś wskazówki dla małżeństw, które pomagają rozeznać, jaka liczba dzieci jest dla nich właściwa? Czy poprzestanie na trójce może być moralnie wątpliwe, jeśli chcemy żyć zgodnie z naturalnym planowaniem rodziny i bez antykoncepcji?
Jakie rady odnośnie do życia duchowego dałby ksiądz zaabsorbowanym rodzicom malutkich dzieci? Tacy rodzice przykładowo nie zawsze mają czas w ciągu dnia odmówić pełną część różańca, czy nie zawsze można się skupić na Mszy świętej. Jak w tym okresie rozwijać się duchowo?
Jak odróżnić naturalne smutki/depresję od ewidentnego wpływu szatana na naszą psychikę?
Jak to jest z kłamstwem odnośnie do dokumentów? Bardzo często cała papierologia w urzędach itd. rozmija się z praktyką.
Zdaję kurs prawa jazdy i teorię kursu robię w domu. Jakiś czas temu mój instruktor dał mi kartkę, na której rozpisał daty teorii i godziny (ile godzin uczyłam się) teorii, które mijają się z prawdą, ponieważ teorii uczę się w domu, a nie w szkółce bezpośrednio. Muszę ten dokument podpisać. I co teraz zrobić? Czy można uznać, że urzędnicy i tak wiedzą, że dokumenty rozmijają się z prawdą?
Od niedawna pracuję w księgarni (duża sieć), która w swoim asortymencie oprócz klasyki literatury i książek dla dzieci ma również kilka pozycji o tematyce okultystycznej (magia, tarot, astrologia, itp.). Książki te bardzo rzadko się sprzedają, ale oczywiście istnieje ryzyko, że będę akurat przy kasie, kiedy ktoś będzie chciał je kupić.
Mam wielki konflikt sumienia z tego powodu, bo sama jestem ofiarą ezoteryki, która namieszała mi w głowie we wczesnej młodości. Zdarzyło mi się kilka razy porozmawiać z klientami i subtelnie dać do zrozumienia, że takich treści nie polecam, ale widzę, że nie za każdym razem wystarcza mi odwagi, a i staję wtedy wbrew temu co obiecałam w umowie z firmą czyli, że będę aktywnie sprzedawać produkty.
Moi bliscy bardzo się cieszą, że dostałam tę pracę i mówią, że lepiej nie mogłam trafić. Dodam, że mieszkam w niewielkim mieście i bardzo długo byłam bezrobotna. Przed pracą modlę się za swoich klientów, proszę Pana Boga, żeby oświecił ich umysły i żeby wybierali tylko taką literaturę, która niesie szlachetne treści. Nęka mnie jednak myśl, że sam akt sprzedaży książek niezgodnych z wiarą katolicką jest już udziałem w złu. Czy to grzech pracować w takim miejscu?
Jak się przygotować do pierwszej spowiedzi w życiu? Mi jest trudno udzielić porady osobie, która będzie przystępować do tego sakramentu pierwszy raz w życiu. Jest to osoba dorosła.
Czy można modlić się o wymierzenie sprawiedliwości? Padłam kiedyś ofiarą przestępstwa, które poskutkowało traumą na lata, a sprawca nigdy nie został ukarany. Pewien posoborowy ksiądz twierdzi, że nie możemy jako chrześcijanie modlić się o "dokopanie" naszym wrogom, że oni nigdy nie wiedzą, co czynią itd. Ale co z psalmami złorzeczącymi, czy nie mają racji bytu i nie wolno ich używać (Ps. 69, Ps. 109)? Co z tymi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości i będą nasyceni? Na czym będzie polegało moje nasycenie?
Jesteśmy z mężem od 4 miesięcy wiernymi tradycji katolickiej i regularnie chodzimy na Msze Święte do kościoła FSSPX w Radości.
(...) Jak mam odpowiedzieć mojej zaniepokojonej mamie na jej zarzut o fanatyzm religijny, w który, jak się obawia, popadliśmy?
Od blisko 11 lat udzielam się w ramach Liturgicznej Służby Ołtarza, od 6 lat przypada mi zaszczyt pełnienia posługi lektora (ministranta Słowa Bożego). Jakiś czas temu w niedzielę odczytywałem wezwania Modlitwy Powszechnej, przy czym jedno z nich pozwoliłem sobie zmodyfikować. To znaczy kapłan, który tę modlitwę przygotował, zapisał w wezwaniu prośbę o "jedność chrześcijan w różnorodności" - termin ten od razu wydał mi się niewłaściwy, więc w trakcie czytania zmieniłem tę frazę następująco: "aby chrześcijanie osiągnęli jedność w łonie Kościoła". Stąd moje pytanie, czy takie działanie jest jakąś formą grzechu nieposłuszeństwa, czy postąpiłem słusznie?
Czy modlitwa o. Dolindo "Jezu, Ty się tym zajmij" jest katolicka?
Zmarły na łożu śmierci odmawia spowiedzi, przeklina Kościół. Jak mu pomóc, aby go jeszcze przy ostatnim tchnieniu uratować od piekła?
Czy ksiądz może bliżej wyjaśnić skąd bierze się uznanie spowiedzi za ważną pomimo braku żalu za któryś grzech lekki?
Brać ślub czy nie - w sytuacji, kiedy dziecko poczęło się i już urodziło bez ślubu, a rodzice po 2, 3 latach dochodzą do wniosku, że się nie kochają? Co ksiądz powie takim rodzicom zgodnie z nauczaniem przedsoborowym Kościoła?
Chodzi mi o zweryfikowanie oczywistego kiedyś podejścia, że jak już dziecko było w drodze, to musiał być ślub i już. Kropka. Nieważne, czy to się rodzicom podobało, czy nie. Odpowiedzialność za swoje czyny i konieczność zapewnienia dziecku rodziny były najważniejsze.
Dlaczego współcześnie udzielane podczas spowiedzi kanoniczne pokuty (również przed SW II) są tak małe i lekkie (dziesiątka Różańca, litania itp.) w porównaniu z tym, jak duże i ciężkie były one w pierwszych wiekach? (Pomijając to, że każdy może dobrowolnie wyznaczyć sobie ciężkie umartwienia jako formę pokuty). Czy nie jest to przejaw pobłażliwości i osłabienia powagi grzechu wśród wiernych?
[Odp.: Skąd się wzięła spowiedź i czy pokuty nie są za małe?]
Czy rzeczywiście katolik nie może popełnić nawet lekkiego grzechu by uratować np. żonę od zamordowania jej? A co np. w sytuacji, gdy jakiś "bezduszny" urząd chce nam odebrać dziecko (które nas kocha i które dobrze wychowujemy, ale jakiemuś nowoczesnemu urzędowi nie podoba się sposób w jaki to robimy) i jeśli powiemy prawdę to taki urząd nam odbierze dziecko. Czy można w takiej sytuacji skłamać?
Czy naukowiec powinien umartwiać swoją ciekawość poznawczą, by dążyć do świętości? Byłbym wdzięczny za możliwie konkretne porady.
Często spotykam się u starszych ludzi z wiarą, że czyjś zazdrosny lub złośliwy wzrok może sprowadzić nieszczęście, chorobę lub inne negatywne skutki na osobę, na którą jest skierowany. To coś w stylu "evil eye". Czy należy to rozpatrywać jako rodzaj złorzeczenia, czy raczej zabobon?
Jaka powinna być postawa wobec starszych osób z rodziny, do których śmierć już się może w ciągu kilku lat zbliżyć, a z jakiegoś powodu nie myślą o życiu sakramentalnym lub też z racji słabych sił fizycznych, psychicznych, nie są w stanie być na Mszy albo się wyspowiadać (demencja)? Czy w luźnych rozmowach przy kawie można poruszać tematy ostateczne, jak śmierć, niebo, piekło, sąd przed Bogiem, które to zaowocują refleksją nad życiem? Czy osobie w zaawansowanej demencji można pokazywać przed oczami, np. krzyż albo obraz Jezusa miłosiernego, aby to go skłoniło do aktu zwrócenia się do Boga za życia?
Czy to objawy skrupułów? Miejsce zamieszkania blisko kościoła oraz obowiązki stanu pozwalają mi być na Mszy prawie codziennie. Jednak czasami z nieznanych mi powodów po prostu jestem zmęczony i mi się nie chce iść na Mszę w tygodniu (nie chodzi o obowiązkową niedzielną). Pojawiają się wtedy wyrzuty sumienia, że zamiast codziennie, jestem tylko 5-6 razy w tygodniu i Jezusowi jest smutno, że mam możliwość pójścia, a wolę wtedy odpoczywać, gdzie niektórzy nie mają możliwości chodzić wcale. Innego rodzaju nabożeństw też te wyrzuty dotyczą, np. adoracji, gdzie mógłbym być 2 godziny, a jestem jedną. Zawsze wtedy przypomina mi się cytat, chyba O. Pio, że po śmierci najbardziej będziemy żałować każdej opuszczonej Mszy św., oraz to, że gdyby ludzie wiedzieli co się dzieje na Mszy, kościoły by były przepełnione codziennie.
Jaki powinien być stosunek dziecka (10 lat) do ojca w pozamałżeńskim związku i jego konkubiny? Dziecko, przebywając kilka dni w miesiącu u ojca, nie raz jest postawione w sytuacji, w której konkubina ojca zostaje na noc, a prawdopodobnie w niedługim czasie wprowadzi się do niego na stałe. Czy dziecko jest uprawnione do zwracania uwagi na jawne łamanie przykazań? Trudno jest mu pogodzić się, że tata żyje w śmiertelnym grzechu, modli się o jego nawrócenie. Gdy zdarzy mu się powiedzieć (być może mało roztropnie), że tata jest mężem mamy na zawsze przed Bogiem, jest karany przez tatę, ale czy dopuszczalne są takie lub podobne uwagi czynione ojcu? Proszę o wsparcie dla młodego katolika i jego nawróconej mamy.
Czy można iść na ślub cywilny siostry, gdy jest ona po rozwodzie i dopiero stara się o unieważnienie poprzedniego małżeństwa w sądzie diecezjalnym? Jak go uzyska, chce wziąć drugi kościelny i czy na ten drugi też iść, jeśli do niego dojdzie? Jak należy wspierać taką siostrę, jeśli odpowiedź brzmi, że nie można iść? Być tylko na obiedzie?
Jak wypełniać czwarte przykazanie, jeśli konieczne było bardzo mocne ograniczenie kontaktów z rodzicami i kulturalna rozmowa z nimi jest niemożliwa?
Słyszałem z kilku źródeł z Bractwa, że katolik powinien zakładać dobrą wolę osoby, z którą rozmawia lub np. papieży posoborowych, że oni nie chcieli niszczyć Kościoła, a wynikało to z ich niewiedzy. Jak to w praktyce wygląda i jak to praktykować? Gdzie jest granica między zakładaniem dobrej woli, a naiwnością?
Czy lepiej nie modlić się wcale, jeśli człowiek nie umie modlić się ze skupieniem, uwagą i bez rozproszeń, tak żeby nie obrażać Pana Boga?
Jakie obowiązki ciążą na rodzicach w zakresie prowadzenia dzieci do Boga?
Jestem wierzącym, nawróconym X lat temu z niewiary, od około 2 lat katolikiem Tradycji. Staram się całe moje życie oprzeć na dążeniu do rozumowego zgłębiania wiary, rozwijać cnoty i rugować wady. Tego samego chce dla moich dzieci. Moja żona jest natomiast „od zawsze wierzącą” katoliczką, która „kocha” novus ordo, co gorsza również gitarki, Msze Święte dla dzieci i tego typu klimat. Co gorsza, mało albo wcale tej wiary nie praktykuje. Ale jak staram się dzieci wychowywać w wierze i je odpowiednio kształtować, to ona zawsze ma coś do powiedzenia. Modli się na leżąco (a modlimy się razem, ja i dzieci na kolanach). Czasem mam już dość tego, że jestem osamotniony w uczeniu dzieci o Bogu, w pokazywaniu im właściwych zachowań. Bo często jest to przez nią torpedowane. Staram się, zabieram dzieci na Mszę Świętą w kaplicy Bractwa, ale jak ona nie pojedzie, to trudno mi się skupić pilnując obojga. A jak ich nie zabiorę, to mam wyrzuty sumienia, bo już mają 5 i 7 lat.
Jak sobie radzić w takiej sytuacji, żeby niczego nie zaniedbywać względem moich powinności duchowych i względem powinności duchowych moich dzieci?
Mam pytanie o ważność spowiedzi. Mam 12-letniego syna. W ostatnim czasie wykazuje bardzo silne zachowania buntowniczo-opozycyjne. Gdy namawiam go do pójścia do spowiedzi buntuje się. Rachunek sumienia robi jedynie tak, że każe sobie czytać pytania z książeczki i mówić z jakich grzechów ma się spowiadać... Często ten "rachunek sumienia" kończy się awanturą. Mam poczucie, że taka spowiedź jest nieważna, bo nie dość, że nie rozpoznaje swoich grzechów, to nie ma poczucia skruchy i żadnego poczucia żalu za grzechy. Idąc do spowiedzi jeszcze grzeszy wyzywając mnie - matkę, że każę mu tam iść... W którym momencie powinnam odpuścić i czy w ogóle?
Czy mógłby ksiądz z praktycznego punktu patrzenia wyjaśnić, jak najlepiej dobrać sposób uczenia dzieci w wieku około 10 lat, aby one chciały uczyć się katechizmu i ogólnie mówiąc tradycyjnej katolickiej wiary oraz prawa moralnego? Jakich środków użyć, aby ich to nie zanudzało, a wręcz zachęcało do pogłębiania tego? Jak to w szkole wygląda? Jakie środki dobierać? Przykładowo, czy książki po prostu, czy może coś bardziej przyjaznego dla dzieci jak opowiadania, historyjki? Czy np. powinny raczej same czytać, czy jeszcze dobrze, aby to rodzice czytali i dopowiadali? Jak dobrze i mądrze dziecko zachęcić, a nie zniechęcić? Czy np. raz w tygodniu katecheza z Bractwa (ta mailowa) + Krucjata Eucharystyczna są wystarczające? I jak to powinno wyglądać w kolejnych latach? Pytam z perspektywy dziecka w edukacji domowej.
Moja teściowa jest w bardzo trudnej sytuacji rodzinnej. Jej mąż — mój teść — zaczął zachowywać się agresywnie, prawdopodobnie poważnie zachorował psychicznie, lub w grę wchodzi nawet i opętanie, uciekł z domu i obecnie nie wiadomo, gdzie przebywa. Został wobec niego orzeczony zakaz zbliżania się. Sytuacja jest bardzo poważna i bolesna dla całej rodziny.
W tym czasie moja teściowa weszła w relację z innym mężczyzną. Ten człowiek realnie jej pomaga w tej trudnej sytuacji, jest obecny i wspierający, ale jednocześnie jest to relacja, która nie powinna mieć miejsca, bo teściowa nadal jest w ważnym sakramentalnym małżeństwie.
Moja żona bardzo się boi, że ta sytuacja doprowadzi do zerwania relacji z jej mamą. Już teraz odmówiliśmy zaproszenia na święta, żeby nie wyrażać aprobaty dla tej relacji. Z drugiej strony pojawiają się codzienne, bardzo konkretne sytuacje — np. teściowa przyjeżdża po swojego młodszego syna (mojego szwagra) do nas i przyjeżdża razem z tym mężczyzną. Nie chcemy zachowywać się w sposób nieludzki czy upokarzający, np. każąc mu czekać w samochodzie, ale jednocześnie nie chcemy sprawiać wrażenia, że akceptujemy ten związek.
Ja sam dwukrotnie zwróciłem teściowej uwagę w sposób jasny i bezpośredni — powiedziałem jej, że wchodzi w bardzo poważne duchowe niebezpieczeństwo, i że taka relacja niesie realne ryzyko potępienia. Nie uchylałem się od prawdy.
I tutaj pojawia się moje zasadnicze pytanie: Gdzie przebiega granica między brakiem aprobaty dla grzechu, a zachowaniem relacji z człowiekiem? Na ile możemy — jako rodzina — utrzymywać relacje z teściową, jeśli ten mężczyzna będzie obecny w jej życiu, a na ile już nie? Jakie są jasne, katolickie granice w takiej sytuacji i jak postępować, żeby być w porządku wobec Pana Boga, a jednocześnie nie niszczyć więzi rodzinnych?
Czy katolik może być osobą lekko arogancką, a nawet pyskatą? Nie chodzi o kierowanie nienawiści w stronę innego człowieka, ale np. jasne stawianie granic, np. w pracy, w kontaktach międzyludzkich, aby nie dawać sobą pomiatać albo być wykorzystywanym.
Czy powinienem się spowiadać z sytuacji, które dopiero po jakimś czasie (często bardzo długim) pod wpływem dojrzewania oraz poszerzania wiedzy o wierze i przykazaniach uznaję, że mogły być grzeszne? W momencie ich popełniania nie uważałem ich za grzech ciężki. Jako osoba skrupulatna często wracam do takich sytuacji sprzed kilku lat i nakładam na nie obecną wiedzę i mam wrażenie, że wszędzie zaczynam dostrzegać grzechy, niedociągnięcia w poprzednich spowiedziach (na zasadzie, czy nie wiem, czy prawidłowo wyznałem grzech, czy nie zapomniałem o okolicznościach itp.) i cały czas wracam do takich sytuacji w konfesjonale i spowiadam się z nich. Zaczyna to być dla mnie psychicznie męczące i nie wiem jak powinienem tutaj postępować.
Co zrobić z poświęconą kredą po Objawieniu Pańskim, kiedy już drzwi zostały oznaczone? Często odbierając kadzidło z kościoła, w paczuszce jest też kreda. Z roku na rok jej przybywa w związku z tym i nie ma co z nią zrobić.
Mam pytanie dotyczące mojego uczestnictwa we Mszy Świętej i problemu sumienia, z którym ostatnio się zmagam.
Podjąłem świadomą decyzję, że nie chcę uczęszczać na Mszę w nowym rycie (Novus Ordo) i że chcę uczestniczyć wyłącznie we Mszy tradycyjnej. Do najbliższej Mszy tradycyjnej mam ponad godzinę drogi samochodem. Dodatkowo mamy z żoną bardzo małe dzieci — dwumiesięczne niemowlę i dwulatka — więc są niedziele, kiedy realnie muszę pomóc żonie i wiem, że w takich sytuacjach mogę być usprawiedliwiony z braku obecności na Mszy. (...)
Z drugiej strony mam poważne wyrzuty sumienia, kiedy w niedzielę nie idę na Mszę w ogóle. Tym bardziej że wiem o sobie, iż jeśli nie uczestniczę w Mszy, to bardzo trudno jest mi potem realnie „świętować niedzielę" w inny sposób (...).
I teraz dochodzę do sedna mojego problemu. Kiedy badam swoje sumienie, widzę, że choć moje zastrzeżenia wobec nowego rytu są rzeczywiste i przemyślane (oparte na rozumie), to w konkretnej sytuacji bardzo często główną motywacją tego, że nie idę do pobliskiego kościoła, jest po prostu „nie chce mi się", a dopiero potem problem niekatolickiego rytu. Trochę tak, jakbym używał braku Mszy tradycyjnej na miejscu jako wymówki, żeby nie iść w ogóle.
Jednocześnie mam wewnętrzną pewność, że gdyby Msza tradycyjna była odprawiana w moim mieście albo choć trochę bliżej, to poszedłbym bez wahania — nie szukałbym innej wymówki. (...)
Czy w takiej sytuacji popełniam grzech ciężki, opuszczając niedzielną Mszę? Jak ocenić fakt, że głównym powodem była niechęć, nawet jeśli wcześniej była podjęta rozumna decyzja dotycząca rytu? I w konsekwencji — czy mogę następnego tygodnia, gdy jadę na Mszę tradycyjną i przystępuję do Komunii Świętej, przyjąć ją z czystym sumieniem, czy jednak powinienem wcześniej przystąpić do spowiedzi?
Kiedy należy jasno i stanowczo stawiać granice i powiedzieć dość, a kiedy np. przyjmować upokorzenia, złośliwości itp.?
Ostatnio [na Mszy] obok mnie była matka z około dwulatkiem. Dziecko było dość spokojne. Na kazaniu wyciągnęło z torebki małą 5 cm figurkę pieska znanej kreskówki. Usiadło na podłodze i się nim bawiło, kilkukrotnie uderzając plastikiem w ławkę. Gdy figurka spadła, osoba obok podniosła ją i schowała do kieszeni, a po Mszy zwróciła matce uwagę, żeby nie przynosić zabawek do kaplicy. Po Mszy zobaczyłam, że była to matka 5 dzieci, ojciec stał z innymi i było im naprawdę ciężko. Proszę o komentarz, jak należy się zachowywać i czy wierni mają prawo zwracać uwagę.
Mamy syna, który żyje z kobietą, która ma już ślub kościelny. Ma dzieci z małżeństwa i dzieci z naszym synem. Bardzo kochamy wnuki i syna. Czy mamy obowiązek zerwać kontakt?
Czy Kościół dopuszcza separację nieograniczoną czasowo z powodu zdrad, rozwodu, wielokrotnego cudzołóstwa itd.? Pomimo chęci powrotu do małżeństwa krzywdziciela - druga strona, ta pokrzywdzona, mimo przebaczenia, nie jest w stanie wspólnie np. zamieszkać, ale jest chętna służyć pomocą.
Jestem młodym dorosłym i mam takie dylematy. Mam skłonności do kapłaństwa, może w niedalekiej przyszłości czeka przedseminarium, ale jednocześnie czuję pewne skłonności do spróbowania wejścia w relacje z dziewczyną. Pojawiają się obawy, czy przez bycie w związku nie przestanę "lekceważyć" relacji z Panem Bogiem. Jak to rozeznać, żeby nie zrobić nikomu krzywdy?
Jak tradycyjna nauka odnosi się do tzw. naturalnego planowania rodziny? Wspólnota Domowego Kościoła, do której niegdyś należałem, przedstawiała nauki o NPR bardziej w ten sposób, aby móc kontrolować (czytaj: uniknąć poczęcia), a z rozmów z innymi członkami wspólnoty wynikało, że nie byłem w mojej opinii odosobniony. Zawsze było dopowiedzenie, że pomimo rozpoznawania płodności pozostawiamy tzw. furtkę Panu Bogu, gdyż nie stosujemy sztucznej antykoncepcji. Zakładam, że w pewnych sytuacjach (szczególnie jeśli chodzi o kwestie zdrowotne) NPR może być dopuszczalne. Jednak czy w sytuacji - nazwijmy ją normalną, czy też regularną - NPR z punktu widzenia prawdziwej nauki katolickiej jest niemoralne i jest po prostu antykoncepcją?
Wspomniane mat.:
Czy kwestię grzechów wątpliwych można sprowadzić do następującego twierdzenia: Jeśli mamy wątpliwość co do materii, należy wyznać taki grzech podczas spowiedzi, natomiast, jeśli mamy wątpliwość co do świadomego przyzwolenia, lepiej takiego grzechu nie wyznawać?
Czcigodny Księże Szymonie, pytanie mam odnośnie do naszych kompetencji w określaniu, że dane prawo świeckie jest niesprawiedliwe i nieprzestrzeganiu go. Chodzi konkretnie mi o sytuację, w której myśliwy upoluje zwierzynę i musi jeszcze za nią zapłacić państwu, jeśli chce ją wziąć do siebie (Dodatkowo płaci składki i ponosi wszelkie koszty wyprawy na polowanie + koło płaci za dzierżawę regionu). Czy grzechem byłoby, gdyby myśliwy co niektórej zwierzyny nie zgłosił i nie wspierał tych naszych lokalnych mafii? Chodzi mi w skrócie o to, kiedy możemy sami stwierdzać, że prawo jest niesprawiedliwe i je łamać (nie dając się złapać).
Odpowiedź jest dla mnie ogromnie ważna, to sprawa życia i śmierci, dosłownie.
Żyłam na tzw. "kocią łapę", mam z tym mężczyzną dwójkę dzieci. Trzy lata temu rozstaliśmy się, ale nie dosłownie, bo mieszkamy razem (osobne pokoje). Moje zdrowie się posypało, nie stać mnie na wynajem mieszkania. Dwa lata temu "nawróciłam się", wróciłam do Kościoła, przystąpiłam do Sakramentu Pierwszej Komunii Świętej oraz Sakramentu Bierzmowania. Miałam rozeznanie u trzech księży i dwóch braci zakonnych - wszyscy stwierdzili, że mieszkanie z ojcem dzieci jest sytuacją patologiczną, ale grzechu nie ma, skoro żyję w "czystości" i nie ma między nami pożądliwości (relacja jak "brat z siostrą").
Ksiądz zaproponował przyjmowanie Pana Jezusa w innej parafii, aby nie było zgorszenia. Nie mam z dziećmi gdzie się podziać, jestem na utrzymaniu ojca moich dzieci. Od jakiegoś czasu przestałam przyjmować Komunię, czując niepokój spowodowany myślami, że co jeżeli księża rozeznali sytuację modernistycznie idąc z tzw. duchem czasu? Nie chcę, aby Pan Bóg dostosowywał się do mnie. Nie wiem co robić, czy to ten zły odciąga mnie od Pana Jezusa, siejąc mętlik w głowie...? Czy to moja skrupulatność...? Pogubiłam się. Jeżeli nie powinnam przyjmować Komunii, to co z czasem i grzechem, kiedy to robiłam?
Jak mam się zachować, gdy mam stuprocentową pewność, że osoba przystępująca do Komunii Świętej żyje w grzechu śmiertelnym?
Co ksiądz myśli o nauczaniu metodą Montessori?
Czy katolik ma obowiązek leczyć niepłodność? Jak rozeznać, czy to droga od Boga, aby żyć w małżeństwie bez potomstwa, czy znak do adopcji, czy też jest to dopust Boży, czy skutek naszego złego życia lub też niedoskonałości na tle duchowym?
Mam 17 lat, o tradycji usłyszałam niedawno i od tamtego momentu rozmyślam porządnie na tematy związane z wiarą. Zaplanowałam wcześniej moją 18-tkę. Dopiero później usłyszałam, że tańce są nieodpowiednie (co do części, to się domyślałam przed). Jednakże o większości bym tak nie pomyślała, może dlatego, że sama tańczę niewiele. Moja 18-tka została zaplanowana na sali. Chciałam, by była bezalkoholowa, muzykę wybrałabym ja, więc jakąś przyzwoitą. Chciałam, by było to takie spotkanie rodzinne i koleżeńskie, rzecz jasna nie takie jak wygląda większość obecnych 18-tek, które polegają na upiciu się itd. Ale odkąd usłyszałam o tych tańcach to mam wątpliwości. Czy taki typowy krok taneczny polegający na tym, że trzyma się za dłonie i idzie do siebie od siebie i czasami obrót też jest złym tańcem? Lub takie typowe tańce typu weselnego bez żadnych umiejętności tanecznych? Dodatkowo wiem, że część osób może założyć nieskromne stroje, głównie chodzi o dziewczyny. (...)