Pytania z tagiem: małżeństwo
Jakie są obowiązki męża i ojca trójki dzieci względem żony, która dopuściła się zdrady małżeńskiej, nie chce się nawrócić, nie chce podjąć wysiłku związanego z odbudową relacji małżeńskiej, a co więcej, spodziewa się dziecka z innym mężczyzną? Co jeszcze mąż, prócz modlitwy za żonę, może zrobić w takiej sytuacji?
Jak to jest z nawróceniem protestantów na wiarę katolicką, gdy, powiedzmy, mieli konfirmację, potem brali ślub (nie sakrament małżeństwa) w zborze protestanckim? Czy wówczas konieczne jest, aby już po konwersji przyjęli bierzmowanie, a potem udzielili sobie sakramentu małżeństwa zgodnie z nauką Kościoła katolickiego? Jak to jest rozwiązywane?
Jak to rozpatruje się w sensie grzechu tych osób? Czy to poprzednie ich życie, postępowanie zgodne z ich protestanckim wyznaniem, które jest błędne w obliczu nauczania KK, powinno podlegać osądowi moralnemu, czy uznać to za ich niewiedzę, nieświadomość, bo tak byli wychowywani i sądzili, że to jest dobra droga do zbawienia?
Czy wie ksiądz o męskich wiernych z Bractwa w Radości/Józefowa/okolic, którzy są stanu wolnego i w wieku 40+? Od czasu odejścia ojca mojego dziecka od wielu lat żyje sama i nie chce wchodzić w niesakramentalny związek. Chciałabym jeszcze ułożyć sobie życie, przez które od kilkunastu lat idę sama. Nie mam pomysłu, jak "w tym wieku" znajduje się męża. Proszę o wskazówkę i jednocześnie modlitwę w tej intencji.
Jakiś czas temu odkryłem tradycję katolicką i od tego czasu zacząłem chodzić na Msze Święte do FSSPX. Z moją narzeczoną jesteśmy razem już dość długo – poznaliśmy się jeszcze zanim zacząłem uczęszczać na tradycyjną liturgię. Teraz planujemy ślub. Moja wybranka nie jest związana z Bractwem, dlatego podjęliśmy decyzję, że nasz ślub ograniczy się wyłącznie do samego udzielenia sakramentu małżeństwa (bez Mszy). Narzeczona nie chce bowiem ślubu na Mszy tradycyjnej, a ja z kolei nie chciałbym ślubu na nowej Mszy (Novus Ordo). Co ksiądz myśli na ten temat?
Czy istnieje przyjaźń damsko-męska?
Czy normalne jest, że mężczyzna, mając już ukochaną kobietę, będzie spotykał się/pisał/utrzymywał stały kontakt z koleżankami/przyjaciółkami? Jeśli tę kobietę rani taki kontakt, to czy w imię miłości do niej, mężczyzna powinien zerwać kontakt z takimi koleżankami (nawet jeśli świetnie się z nimi dogaduje na poziomie koleżeństwa/przyjaźni, bez jakichkolwiek przesłanek do kontaktów romantycznych z tymi koleżankami)?
Czy sąd diecezjalny Kościoła rzymskokatolickiego ma prawo stwierdzić nieważność małżeństwa ogłoszonego w ramach apostolatu FSSPX w sposób dla Bractwa wiążący?
Kiedy kłótnia małżeńska jest grzechem ciężkim, kiedy lekkim, a kiedy wcale nim nie jest? Jak się sprzeczać po katolicku?
Jeżeli zarówno mężczyzna, jak i kobieta stracili możliwość spłodzenia potomka to czy mogą wtenczas wziąć ślub ze sobą lub czy jeden z nich może wziąć ślub z osobą zdrową po tym jak poinformuje ją o swojej chorobie?
Pytam ponieważ stoi to w sprzeczności z najważniejszym celem małżeństwa, jakim jest rodzenie dzieci.
Proszę księdza o pomoc w zrozumieniu tekstu Katolickiej Etyki Wychowawczej o. Woronieckiego dot. Cudzołóstwa, kiedy są z niego dzieci.
Chodzi o fragmenty: "Z reguły nie można od niej wymagać aby wyznała swą winę (mówimy o cudzołożnej żonie która wie, że dziecko jest nieślubne), gdyż nie sposób przewidzieć następstwa (...)" oraz "I nie należy mówić, że spokój takiej rodziny oparty jest na kłamstwie, nie jest bowiem jeszcze kłamstwem ukrywanie prawdy, która mogłaby przynieść tylko szkodę." (Tom 3, strony 224/225).
Ad 1. Taka kobieta może zdradzić męża, mieć dziecko z innym, ukrywać to przed nim przez resztę życia. I to jest ok? No bo inaczej by były konsekwencje (...). Czy nawet jeśli jedyne dziecko jest z cudzołóstwa, to dalej przed takim mężem można ukrywać? Co jak się potem jej znów "zdarzy" zdradzić i teraz mąż wychowuje dwoje nie swoich dzieci, albo troje? (...)
Ad 2. Czy taka matka może powiedzieć w ramach tego "niekłamania, tylko unikania prawdy": "on jest też twoim synem" w jakiejś dyskusji pomiędzy nimi? Wydawałoby się to już zdecydowanie poza "tylko niemówieniem prawdy". Moim zdaniem wynika stąd lekcja dla mężów, którzy powinni po urodzeniu każdego dziecka oficjalnie zapytać, czy jest to jego dziecko, żeby uniknąć takiego "nie kłamstwa". (...)
Mam 26 lat. Z mężem mamy dzieci w wieku 3 i 1,5 roku, a wkrótce urodzi się nasze trzecie. Ostatnie lata były dla nas bardzo intensywne - zarówno pod względem powiększania rodziny, jak i pracy męża. Wiem, że jestem młoda i zdrowa, więc teoretycznie mogłabym mieć jeszcze więcej dzieci, ale czuję też zmęczenie i czasem niechęć do kolejnych ciąż i wyzwań. Czy istnieją jakieś wskazówki dla małżeństw, które pomagają rozeznać, jaka liczba dzieci jest dla nich właściwa? Czy poprzestanie na trójce może być moralnie wątpliwe, jeśli chcemy żyć zgodnie z naturalnym planowaniem rodziny i bez antykoncepcji?
Brać ślub czy nie - w sytuacji, kiedy dziecko poczęło się i już urodziło bez ślubu, a rodzice po 2, 3 latach dochodzą do wniosku, że się nie kochają? Co ksiądz powie takim rodzicom zgodnie z nauczaniem przedsoborowym Kościoła?
Chodzi mi o zweryfikowanie oczywistego kiedyś podejścia, że jak już dziecko było w drodze, to musiał być ślub i już. Kropka. Nieważne, czy to się rodzicom podobało, czy nie. Odpowiedzialność za swoje czyny i konieczność zapewnienia dziecku rodziny były najważniejsze.
Jaki jest sens małżeństw, które podejmują się ślubu dziewictwa? Wypierają one główny i pierwszy cel małżeństwa. Tak było w przypadku św. Kingi (Kunegundy). Dlaczego można spotkać z jednej strony jako coś dobrego takie właśnie małżeństwa, a z drugiej strony dobre są również małżeństwa wielodzietne?
Czy można iść na ślub cywilny siostry, gdy jest ona po rozwodzie i dopiero stara się o unieważnienie poprzedniego małżeństwa w sądzie diecezjalnym? Jak go uzyska, chce wziąć drugi kościelny i czy na ten drugi też iść, jeśli do niego dojdzie? Jak należy wspierać taką siostrę, jeśli odpowiedź brzmi, że nie można iść? Być tylko na obiedzie?
Jakie obowiązki ciążą na rodzicach w zakresie prowadzenia dzieci do Boga?
Jestem wierzącym, nawróconym X lat temu z niewiary, od około 2 lat katolikiem Tradycji. Staram się całe moje życie oprzeć na dążeniu do rozumowego zgłębiania wiary, rozwijać cnoty i rugować wady. Tego samego chce dla moich dzieci. Moja żona jest natomiast „od zawsze wierzącą” katoliczką, która „kocha” novus ordo, co gorsza również gitarki, Msze Święte dla dzieci i tego typu klimat. Co gorsza, mało albo wcale tej wiary nie praktykuje. Ale jak staram się dzieci wychowywać w wierze i je odpowiednio kształtować, to ona zawsze ma coś do powiedzenia. Modli się na leżąco (a modlimy się razem, ja i dzieci na kolanach). Czasem mam już dość tego, że jestem osamotniony w uczeniu dzieci o Bogu, w pokazywaniu im właściwych zachowań. Bo często jest to przez nią torpedowane. Staram się, zabieram dzieci na Mszę Świętą w kaplicy Bractwa, ale jak ona nie pojedzie, to trudno mi się skupić pilnując obojga. A jak ich nie zabiorę, to mam wyrzuty sumienia, bo już mają 5 i 7 lat.
Jak sobie radzić w takiej sytuacji, żeby niczego nie zaniedbywać względem moich powinności duchowych i względem powinności duchowych moich dzieci?
Moja teściowa jest w bardzo trudnej sytuacji rodzinnej. Jej mąż — mój teść — zaczął zachowywać się agresywnie, prawdopodobnie poważnie zachorował psychicznie, lub w grę wchodzi nawet i opętanie, uciekł z domu i obecnie nie wiadomo, gdzie przebywa. Został wobec niego orzeczony zakaz zbliżania się. Sytuacja jest bardzo poważna i bolesna dla całej rodziny.
W tym czasie moja teściowa weszła w relację z innym mężczyzną. Ten człowiek realnie jej pomaga w tej trudnej sytuacji, jest obecny i wspierający, ale jednocześnie jest to relacja, która nie powinna mieć miejsca, bo teściowa nadal jest w ważnym sakramentalnym małżeństwie.
Moja żona bardzo się boi, że ta sytuacja doprowadzi do zerwania relacji z jej mamą. Już teraz odmówiliśmy zaproszenia na święta, żeby nie wyrażać aprobaty dla tej relacji. Z drugiej strony pojawiają się codzienne, bardzo konkretne sytuacje — np. teściowa przyjeżdża po swojego młodszego syna (mojego szwagra) do nas i przyjeżdża razem z tym mężczyzną. Nie chcemy zachowywać się w sposób nieludzki czy upokarzający, np. każąc mu czekać w samochodzie, ale jednocześnie nie chcemy sprawiać wrażenia, że akceptujemy ten związek.
Ja sam dwukrotnie zwróciłem teściowej uwagę w sposób jasny i bezpośredni — powiedziałem jej, że wchodzi w bardzo poważne duchowe niebezpieczeństwo, i że taka relacja niesie realne ryzyko potępienia. Nie uchylałem się od prawdy.
I tutaj pojawia się moje zasadnicze pytanie: Gdzie przebiega granica między brakiem aprobaty dla grzechu, a zachowaniem relacji z człowiekiem? Na ile możemy — jako rodzina — utrzymywać relacje z teściową, jeśli ten mężczyzna będzie obecny w jej życiu, a na ile już nie? Jakie są jasne, katolickie granice w takiej sytuacji i jak postępować, żeby być w porządku wobec Pana Boga, a jednocześnie nie niszczyć więzi rodzinnych?
Jak może poznać męża tradycjonalistka 40+? Dla młodej osoby sprawa wydaje się prosta, ale w przypadku osoby nieco starszej problem jest już poważniejszy, bo i trudniej o osobę stanu wolnego. Mam nadzieję, że uda mi się przebić z moim pytaniem. ❤
Czy Kościół dopuszcza separację nieograniczoną czasowo z powodu zdrad, rozwodu, wielokrotnego cudzołóstwa itd.? Pomimo chęci powrotu do małżeństwa krzywdziciela - druga strona, ta pokrzywdzona, mimo przebaczenia, nie jest w stanie wspólnie np. zamieszkać, ale jest chętna służyć pomocą.
Jak tradycyjna nauka odnosi się do tzw. naturalnego planowania rodziny? Wspólnota Domowego Kościoła, do której niegdyś należałem, przedstawiała nauki o NPR bardziej w ten sposób, aby móc kontrolować (czytaj: uniknąć poczęcia), a z rozmów z innymi członkami wspólnoty wynikało, że nie byłem w mojej opinii odosobniony. Zawsze było dopowiedzenie, że pomimo rozpoznawania płodności pozostawiamy tzw. furtkę Panu Bogu, gdyż nie stosujemy sztucznej antykoncepcji. Zakładam, że w pewnych sytuacjach (szczególnie jeśli chodzi o kwestie zdrowotne) NPR może być dopuszczalne. Jednak czy w sytuacji - nazwijmy ją normalną, czy też regularną - NPR z punktu widzenia prawdziwej nauki katolickiej jest niemoralne i jest po prostu antykoncepcją?
Wspomniane mat.:
Odpowiedź jest dla mnie ogromnie ważna, to sprawa życia i śmierci, dosłownie.
Żyłam na tzw. "kocią łapę", mam z tym mężczyzną dwójkę dzieci. Trzy lata temu rozstaliśmy się, ale nie dosłownie, bo mieszkamy razem (osobne pokoje). Moje zdrowie się posypało, nie stać mnie na wynajem mieszkania. Dwa lata temu "nawróciłam się", wróciłam do Kościoła, przystąpiłam do Sakramentu Pierwszej Komunii Świętej oraz Sakramentu Bierzmowania. Miałam rozeznanie u trzech księży i dwóch braci zakonnych - wszyscy stwierdzili, że mieszkanie z ojcem dzieci jest sytuacją patologiczną, ale grzechu nie ma, skoro żyję w "czystości" i nie ma między nami pożądliwości (relacja jak "brat z siostrą").
Ksiądz zaproponował przyjmowanie Pana Jezusa w innej parafii, aby nie było zgorszenia. Nie mam z dziećmi gdzie się podziać, jestem na utrzymaniu ojca moich dzieci. Od jakiegoś czasu przestałam przyjmować Komunię, czując niepokój spowodowany myślami, że co jeżeli księża rozeznali sytuację modernistycznie idąc z tzw. duchem czasu? Nie chcę, aby Pan Bóg dostosowywał się do mnie. Nie wiem co robić, czy to ten zły odciąga mnie od Pana Jezusa, siejąc mętlik w głowie...? Czy to moja skrupulatność...? Pogubiłam się. Jeżeli nie powinnam przyjmować Komunii, to co z czasem i grzechem, kiedy to robiłam?
Czy katolik ma obowiązek leczyć niepłodność? Jak rozeznać, czy to droga od Boga, aby żyć w małżeństwie bez potomstwa, czy znak do adopcji, czy też jest to dopust Boży, czy skutek naszego złego życia lub też niedoskonałości na tle duchowym?
Co jeśli dziecko jest w trakcie przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej w NOM, mąż niby widzi, że byłoby lepiej chodzić na starą Mszę Świętą, ale mamy daleko, więc on uznaje, że raczej nie damy rady, bo mamy też roczne dziecko i jest to znaczne utrudnienie przynajmniej na razie?
Ja natomiast jestem rozdarta, bo widzę, wiem i rozumiem, co się dzieje, staram się też zgłębiać temat od dłuższego czasu, ale nie wiem jak się zachować. Mąż niby ogarnięty, widzi co się dzieje, ale on nigdy żadnej książki, katechizmu ani nic podobnego nie przeczytał. Może coś usłyszał, choćby księdza Bańkę przy okazji, kiedy ja słuchałam jakiegoś materiału, więc to cała jego wiedza na temat Bractwa. Nie widzę na razie innego wyjścia jak uczestniczyć w NOM i jak najlepiej przygotować córkę. Podejmowałam próby rozmowy z mężem na temat przejścia do Bractwa, ale z racji, że mamy godzinę drogi jazdy samochodem, on nie bardzo jest tym zainteresowany. Może raz by pojechał, ale na dłuższą metę nie widzi sensu.
Starsza córka w przyszłym roku ma bierzmowanie i co ja mogę w tej sytuacji zrobić? Chodzę na NOM już z przymusu, ze względu na dzieci, bo nie widzę innego wyjścia na ten moment. Czy dobrze robię? A jeśli nie, to jak powinnam postąpić?
Mam pytanie do księdza na kanwie niestety chorych czasów. Jestem młodym katolikiem, studiującym kierunek przyrodniczy. Niestety młody katolik i studiowanie to mieszanka wybuchowa - nie ma normalnych spotkań dla studentów, czy w ogóle sami studenci nie są zainteresowani normalnymi spotkaniami, bez alkoholu i innych używek. Pojawia się przez to przyszłościowy dla mnie problem. Gdzie znaleźć w tym gąszczu ludzi żyjących od piątku do piątku normalną kobietę, która zostanie w przyszłości żoną i matką dzieci? Czy nauka katolicka jakoś to kierunkuje? To niestety problem, który dla katolików może stać się problemem nie do przeskoczenia...
Co jeżeli po latach małżeństwa jedna ze stron traci wiarę, zaprzecza katolickiej Prawdzie, chce wychowywać dzieci w nurtach, które nie do końca współgrają z nauką KK? Co jeżeli współmałżonek słyszy, że jest już przez drugiego współmałżonka nie kochany? Czy w takich okolicznościach jest sens udania się na terapię małżeńską? Czy terapie obiektywnie pomagają małżonkom, czy raczej, biorąc pod uwagę dzisiejsze pseudo-zdobycze psychologii, przyniosą więcej szkody niż pożytku? Do którego momentu bardziej pobożny z małżonków powinien trwać we wspólnym pożyciu, a kiedy należy zacząć myśleć o separacji? Czy separacja małżeńska może przynieść jakieś dobre owoce dla dzieci, które będą widzieć, że rodzice nie są razem? Wreszcie co w sytuacji gdy jeden małżonek porzuci drugiego?
Proszę o komentarz na temat ślubów jednostronnych i małżeństw mieszanych.
Miałam ostatnio dyskusję na ten temat. Moim zdaniem jest to zagrożenie dla wiary. Z tego, co czytałam, Kościół na przestrzeni wieków zmieniał swoje podejście do tej kwestii - raz bardziej odradzał śluby z osobami niewierzącymi, raz mniej. Obecnie dopuszcza taką możliwość, ale potrzebna jest dyspensa. Jak zinterpretować w tym przypadku 1. List św. Pawła do Koryntian 7, 12-14, który przedstawia małżeństwo mieszane jako okazję do nawrócenia niewierzącego małżonka?
Czy konieczność stwierdzenia niezdolności fizycznej/psychicznej dokonania aktu małżeńskiego (kan. 1084) przed zawarciem małżeństwa, przy jednoczesnym zachowaniu czystości przedmałżeńskiej nie jest absurdem? Obecnie żyjemy z żoną jak brat z siostrą i ciężko nazwać to małżeństwem, a siłą rzeczy o tej niezdolności dokonania aktu małżeńskiego mieliśmy możliwość przekonać się dopiero po zawarciu małżeństwa.
Mam pytanie dotyczące ponownego zawarcia sakramentu małżeństwa. Oboje mają wyroki Sądu biskupiego pozwalające na zawarcie nowego związku za zgodą biskupa. Zatem jeśli uczęszczają do Bractwa od kilku lat, to czy mogą się pobrać? Znając stanowisko FSSPX, że tylko panna i kawaler lub wdowa i wdowiec lub kawaler [mogą zawrzeć nowy związek małżeński], czy muszą mieć jakiś specjalny proces w Bractwie?
[Wspomniany mat.: Czy sądy kościelne oszukują ludzi? PiO nr 27]
Czy Bractwo respektuje wyrok sądu diecezjalnego o nieważności małżeństwa? Czy istnieje w Bractwie jakieś kolegium sędziowskie, do którego można by się zwrócić w takich sprawach?
[Wspomniany mat.: Czy sądy kościelne oszukują ludzi? PiO nr 27]
Czy w małżeństwie dwóch ochrzczonych, gdzie mąż jest katolikiem deklaratywnym (...) żona jest zobowiązana do współżycia, jeśli wie, że mąż kategorycznie nie chce kolejnych dzieci i będzie podejmował w trakcie takie działania, żeby na pewno ich nie było? Czy w tej sytuacji grzechem jest odmawianie (...) czy jednak zgadzanie się na współżycie, wiedząc, że na pewno nie będzie ono otwarte na nowe życie?
[Dlaczego takie pytania należy zadawać prywatnie?]
Jaka jest różnica w przysiędze małżeńskiej przed i po reformie liturgicznej?
Jak roztropnie przerzucić się na Msze trydenckie, gdy żona nie rozumie dlaczego i po co, a jednocześnie pójście oddzielnie na inną Mszę odbiera jako rozłam w rodzinie? Dochodzą też trudności organizacyjne z dojazdem, jeśli ja nie podwiozę żony z dziećmi. Nie chcę im robić przykrości i kłopotu. Co będzie rozsądnie dopuszczalne? Chodzenie wspólnie raz na NOM, raz na trydencką? Chodzenie z rodziną na NOM, a potem na drugą Mszę "godziwą"? Stanięcie twardo przy swoim i całkowite zerwanie z NOM od razu?
Czy współżycie jest nieodzownym elementem małżeństwa, czy jednak przestaje nim być w momencie urodzenia potomstwa/ciąży? Kiedy pytam, czy fakt, że nie doszło do współżycia przez całe 9 miesięcy ciąży i nie dochodzi do niego również od momentu urodzenia jest rzeczą normalną, to słyszę od ludzi ze wszystkich stron, że jestem niewdzięczny, a nawet, że „uważa, że jak ma się żonę, to jej obowiązkiem jest rozkładanie nóg dla męża i widać rozczarowanie tym, że to jednak nieprawda". Obecnie mam naprawdę wątpliwości, że może faktycznie to prawda, że jestem niewdzięczny i powinienem bić się za to w pierś, zacisnąć zęby i oswoić się z faktem, że wyzbycie się tego aspektu życia jest niezbędną częścią funkcjonowania w rodzinie.
Mąż w strukturach novusowych, żona pociągnięta przez Tradycję. Czy w takiej sytuacji obowiązuje posłuszeństwo?
Czy jeśli upadło się z nowo poznaną kobietą w grzech przeciwko czystości, a potem oboje się wyspowiadaliśmy, to czy warto tę relację kontynuować? Jak żyć, proszę księdza...
Słyszy się czasem o takim zjawisku, jak "ślub jednostronny", gdzie to katolik zawiera sakrament małżeństwa z ateistą "jednostronnie". Czy takie zjawisko istniało też w prawie kanonicznym przed II Soborem Watykańskim, czy też jest to wynalazek modernistów?
Co takiego wpływa na nieważność sakramentu małżeństwa od strony formy czy intencji sakramentu? Czy narzeczeni, np. zupełnie niewierzący w Boga, którzy przystępują do ślubu, bo "tak się robi" albo rodzice każą, zawierają ważny ślub? Jak to wygląda ze strony nauki o sakramentach? Dzisiaj takie śluby wydają się dosyć powszechne.
Jest kolejny odcinek "Bukłaków" Ojca Szustaka. Dotyczy związków niesakramentalnych... Obejrzy i zrobi ksiądz odcinek na ten temat i ogólnie sytuacji ludzi w takich związkach? Interpretacja ojca Szustaka trochę dziwna i nowoczesna.
Tradycyjny papież Aleksander III na podstawie pism Gracjana uważał, że do zawarcia małżeństwa wystarczy obopólna zgoda obydwu małżonków bez żadnych świadków, również bez kapłana. Co ksiądz o tym sądzi?
Nie tak dawno p. Stanisław Krajski w jednym z materiałów na swoim kanale stwierdził, że w przypadku uznania małżeństwa za nieważne przez sąd kościelny, małżeństwo jest nieważne, niezależnie od prawidłowości procesu, nawet biorąc pod uwagę obecną praktykę, w której stwierdzenia nieważności de facto bywają formą rozwodu. I wszystkie wątpliwości co do procedury, zasadności argumentów, które zdecydowały o wyroku, obciążają wyłącznie sumienia sędziów, którzy z niesprawiedliwego wyroku będą sądzeni przez Boga. A byli (niedoszli?) małżonkowie mają pełną wolność wstąpienia w kolejny (?) związek małżeński, nawet jeśli obiektywnie należałoby uznać ich małżeństwa za ważne.
Jak ksiądz to skomentuje i czy w Bractwie udziela się ślubów osobom, których poprzednie związki małżeńskie (?) zostały uznane za nieważne? Jeśli tak, to pod jakimi warunkami?
Czy katolicki adwokat/radca prawny decydujący się na złożenie pozwu rozwodowego w imieniu klienta i prowadzenie sporu właśnie w omawianym kierunku, dopuszcza się grzechu ciężkiego?
Czy mógłby ksiądz wytłumaczyć bliżej pojęcie "niechcianej współpracy do złego"? Np. męża współżyjącego z żoną stosującą wbrew jego woli antykoncepcję - zakładając, że współżyje w celu utrzymania jedności małżeństwa. Jakie są warunki, aby nie było to materią grzechu ciężkiego? Jak należy tę niezgodę wyrażać? Czy jest to zatem grzech lekki? Na ile wolno w takiej sytuacji pozwolić i jak ustalić granice dla swojego sumienia?
Słuchając katechizmu Św. Piusa X i kazań księży FSSPX dowiedziałem się, że potomstwo to dla małżonków łaska i dar Boga, który wcale nie musi ich tym obdarzyć... Jak to się ma do celu małżeństwa? Czy Bóg może powołać kogoś do bezdzietności? Jakie mogą być ku temu przeszkody i jaki wtedy jest cel takiego małżeństwa? I nie chodzi tu o małżeństwa zawierane w bardzo późnym wieku.
Dziękuję za piękny materiał "Mąż głową rodziny". Zawsze z zainteresowaniem słucham wszystkiego, co dotyczy powołania do życia rodzinnego. Jednak takie wykłady i kazania często są idealistyczne. Naśladujmy Świętą Rodzinę, a jak coś nas drażni, to ćwiczmy się w cierpliwości. Kiedy ktoś pyta o jakiś problem małżeński, to jest odsyłany do spowiednika. Tymczasem o kapłanach mówi się wprost, że posłuszeństwo biskupowi nie jest bezwzględne, że ważniejszy jest Pan Bóg i dobro dusz.
Dlaczego nie mówi się tak do małżonków: jeśli twoja narcystyczna żona szantażuje dzieci piekłem albo jeśli twój mąż alkoholik cię bije, to trzeba podjąć zdecydowane kroki, a nie być cierpliwym i czekać, aż dzieci się odwrócą od wiary, a mąż cię zakatuje i pójdzie do piekła?
Czy jedynymi cnotami małżeńskimi są "pokora" i "cierpliwość" bez względu na owoce?
Czy w małżeństwie, w którym po wielu latach nie ma dziecka z powodu wady mężczyzny lub kobiety to znak od Boga do adopcji? Leczenie czasami jest kosztowne i nie zawsze skuteczne, a lekarze często skłaniają się bardzo szybko do metod niezgodnych z nauką Kościoła.
Co należy zrobić w sytuacji, gdy osoba, która zawarła ślub kościelny pod presją rodziny i nie będąc osobą praktykującą, jest po rozwodzie cywilnym i żyje w kolejnym związku, w którym są dzieci, przechodzi głębokie nawrócenie? Czy powinna próbować wrócić do osoby, z którą łączy ją sakrament małżeństwa, czy ze względu na dobro dzieci zostać w nowym związku niesakramentalnym z osobą, która nie jest wierząca?
Czy można w małżeństwie czasowo przedsięwziąć wstrzemięźliwość od współżycia, aby dać żonie odpocząć od usłanego cierpieniem fizycznym i psychicznym czasu ciąży? Dodam tylko, że to cierpienie jest niezależne od wsparcia męża, który stara się jak może najlepiej. Jak to się ma do wypełniania obowiązku wydawania dzieci na świat w małżeństwie i czy nie jest formą niedopuszczalnej antykoncepcji?
Gdy mąż widzi sens, dobro, prawdę w Tradycji i próbuje małymi krokami zachęcić w szczególności żonę do wiary w małżeństwie, powinno się iść [do kościoła] we dwoje, a nie osobno (żona od zawsze należała do Oazy, należy do Domowego Kościoła, prężnie działa i angażuje się w parafii)? Jak przeprowadzić przemianę w rodzinie, aby nie było podziału i żeby taka rodzina się nie rozpadła?
W internecie spotkałem tradycyjny, katolicki rytuał zaręczyn, w świątyni, przed kapłanem. Może ksiądz coś o tym powiedzieć? Coś takiego jest stosowane, czy dopuszczalne w kaplicach Bractwa? Coś takiego występowało w ogóle w Polsce, czy trafiłem na jakąś amerykańską tradycję? Pytam jako połowa pary bezpośrednio zainteresowanej, pozdrawiam księdza i moją (na razie tylko) dziewczynę. :)
W temacie źródeł, gdzie to jest opisane: Próbowałem podać linki, ale nawet dzieląc je YT kasuje wtedy cały ten komentarz. Chciałem podlinkować broszurkę dostępną online na Internet Archive "Promised In Christ. A betrothal crowning of a bride." wydana w Ohio w 1955 roku, oraz artykuł zatytułowany "Rite of Betrothal", który powinien wyskoczyć w Google od razu po wpisaniu "latin mass wedding rite of betrothal".
Żona chce chodzić na Mszę trydencką, mąż - nie. Co robić? Nie chodzi mi o sposoby przekonywania, bo mąż w sumie sporo wie o Mszy Tradycyjnej, ale uważa, że skoro jest ona w porze obiadowej [a, pora obiadowa, no właśnie... - x.], a dodatkowo mamy małe dziecko to lepiej iść na "nowuska" koło nas. Dopiero niedawno zaczęłam poznawać Tradycję katolicką i nie brałam tego aspektu przy wyborze męża ;). Mnie novus razi i faktycznie odbieram ten ryt jako coś profanującego. Jak żyć? Chodzić z mężem? Każdy na swoje? A co z dziećmi?
Powiedział ksiądz kiedyś, że w sytuacji, kiedy w ramach leczenia jakiegoś schorzenia kobieta przyjmuje leki których skutkiem ubocznym jest działanie antykoncepcyjne, to wówczas w okresie przyjmowania tych leków nie powinna współżyć. Rozumiem, że obowiązywałoby to również, gdyby dane schorzenie wymagało przyjmowania tych leków przez wiele lat czy nawet przez cały okres prokreacyjny. Podobną sytuacją, gdzie w wyniku interwencji medycznej zaburzona zostaje płodność, jest na przykład histerektomia (wycięcie macicy) w leczeniu choroby nowotworowej. Zgodnie z tą logiką taka kobieta nie powinna w ogóle współżyć, ponieważ okaleczenie dróg rodnych w sposób sztuczny trwale uniemożliwia otwartość na życie, podobnie jak w przypadku konieczności wieloletniego stosowania leków, których działaniem ubocznym jest antykoncepcja.
Czy adwokat reprezentujący jedną ze stron podczas rozwodu grzeszy?
Następnie bardzo długi komentarz, którego nie będę czytał w całości - nawet nie zmieścił się w całości na screenie. Pytanie bardzo dziwne, trochę z gatunku "ludzie, ludzie". Mianowicie chodzi o uzależnienie od pornografii, ale nie pyta człowiek uzależniony tylko pyta, jak rozumiem, małżonka, której mąż jest uzależniony od grzechu pornografii i pada pytanie co robić, przecież alkoholikowi się alkoholu nie daje i to brzmi trochę tak jakby małżonka pytała czy w ogóle nie należy wtedy nie współżyć.
Jakie są prawa żony w katolickim małżeństwie? Wydaje mi się, że obowiązki są powszechnie znane - nie mylić z przestrzegane. :-)
Jak przekonać narzeczoną do posiadania 4+ dzieci? Mówi, że więcej niż trójka dzieci oznacza, że dzieci w sumie mogą nie dostawać dostatecznego czasu od rodziców i czuć się przez to samotne w swoich problemach.
Jak ksiądz skomentuje zarzuty o ważność małżeństw zawieranych w Bractwie? Zgodnie z formą trydencką małżeństwo musi być zawarte "wobec proboszcza lub innego kapłana upoważnionego przez właściwego proboszcza lub biskupa", a jeśli tak nie jest, związek jest nieważny (Katechizm Gadowskiego str. 365). Czytałem kiedyś artykuł napisany przez księdza z FSSP dowodzącego na tej podstawie nieważności związków małżeńskich zawartych wobec księży z FSSPX. Co ksiądz na to?
Czy np. wierzący mąż jest odpowiedzialny za zbawienie żony, która np. odeszła do kochanka? Albo czy żona odpowiada za zbawienie męża alkoholika?
Jaka jest granica między czystością a nieczystością w małżeństwie?
Wspomniał ksiądz, że zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła, małżeństwo ma przede wszystkim służyć "zrodzeniu i wychowaniu potomstwa". A co w przypadku małżeństw wdowców, na przykład po 50-60 roku życia? Jaki wówczas jest główny cel małżeństwa w świetle nauki Kościoła?
Czym różni się kurs przedmałżeński posoborowy (z obowiązkową wizytą w poradni małżeńskiej) od kursu przedmałżeńskiego organizowanego przez FSSPX?
Czy da się wygrać powołanie do małżeństwa, jeśli ks. Stehlin i Jan Bosko męczą kapłaństwem w snach?
Czy seks podczas ciąży to grzech?
Czy rozwodnik powinien, mimo wszystko, nosić obrączkę?
Czy akt małżeński po alkoholu jest grzechem ciężkim?
Jaka jest różnica między miłością do żony a tą do bliźniego? Co ta bliskość oznacza?
Czy jest w rycie tradycyjnym Msza Święta z odnowieniem przysięgi sakramentu małżeństwa?
Czy antykoncepcja w małżeństwie jest grzechem?
Jak uzasadnić niemoralność in vitro?
Czy małżeństwo nieochrzczonych, którzy razem uwierzyli i razem przygotowują się do chrztu i sakramentalnego małżeństwa, musi żyć jak brat i siostra aż do tej pory?
Po słowach księdza o celibacie bez intencji ofiarnej mam kolejne pytanie: jak w miarę szybko znaleźć żonę?
Dlaczego FSSPX jest przeciwne interpretacji Mulieris Dignitatem dotyczącej sprawy poddania żony mężowi?
Co to znaczy, że mąż powinien kochać Boga przez swoją żonę, tak jak Chrystus Kościół? (57:00)
Obecnie jest inny kontekst kulturowy i poddanie żony mężowi rozumiane tradycyjnie może być dla żon źródłem ogromnego cierpienia. (1:02:35)
Na ostatnim PiO mówił ksiądz, że ludzie biorący ślub, ale nie traktujący go poważnie, popełniają świętokradztwo i ich ślub jest nieważny. Obawiam się, że teraz udziela się tysięcy takich ślubów. Myślę, że ludzie niepoważnie podchodzą do sakramentu bierzmowania. Czy naprawdę te sakramenty są nieważne? Co w przypadku, gdyby się nawrócili?
Czy usprawiedliwienie w Kościele drugich związków po rozwodzie w celu wychowania dzieci oznacza, że przyjęto w tej kwestii zasadę "cel uświęca środki"?
Czy wolno spotkać się z dziewczyną w kawalerce na jakiś czas, np. kilka godzin, nie na noc? (24:34)
Czy można spotkać się z dziewczyną sam na sam w pokoju osobnym, ale w domu, gdzie ktoś jest? (33:29)
Jak to jest z tym całowaniem?
Czy jeżeli małżonek (z dobrej woli) uczęszcza na NOM, ale bywa, że uznaje subiektywnie, że nie ma siły (mimo że obiektywnie powinien iść na mszę), to należy go namawiać na uczestnictwo w NOM?
Czy jeżeli kobieta nie może zajść w ciążę, to czy jest zobowiązana do podjęcia leczenia, które może wyrządzić szkodę jej zdrowiu, np. leczenie hormonalne? Czy odmowa takiego leczenia będzie grzechem?
A co z inseminacją? Jest dopuszczalna?
Czy osoba, która miała w przeszłości problemy z uzależnieniem od grzechów nieczystych w samotności ma przeciwwskazania do związku małżeńskiego i posiadania dzieci?
Czy drugi związek zawarty po rozwodzie jest zawsze czynem wewnętrznie złym i grzechem? Czy też są jakieś przypadki, że drugi związek zawarty w czasie trwania sakramentalnego małżeństwa jest usprawiedliwiony, czyli dopuszczalny?
Od którego roku życia zaleca ksiądz zawieranie związków małżeńskich?
Czy w narzeczeństwie można używać takich słów jak: kochanie, najdroższa, faworku itp. Gdzie jest granica poufałości?
Mam pytanie o sakrament małżeństwa. Co musi zostać spełnione, by był ważny?
Dodatkowe pytanie o sytuację szczegółową: Znajomi, którzy jawnie deklarują się jako ateiści, przyjęli sakrament bierzmowania, mają mieć niedługo ślub w NOM. Jednocześnie w rozmowach jawnie deklarują pogardę do sakramentu i nie zamierzają przestrzegać zobowiązań z niego płynących. A przystąpić chcą ze względu na uspokojenie rodziny i korzyści majątkowe obiecane przez rodzinę. Czy w tej sytuacji jest to świętokradztwo i czy sakrament jest ważny?
Czy istnieje rozwód kościelny? Słyszałem od znajomego o tym, że rzekomo jedynie papież może udzielić rozwodu kościelnego w pewnych sytuacjach.
Co ksiądz myśli lub co mówi Kościół o ślubie udzielanym w piątek? Oczywiście po ślubie wesele, na które udziela się dyspensę. Coraz częściej spotykam się z czymś takim.
Czy jeżeli jakaś osoba decyduje się na rozwód cywilny, ale żyje samotnie, to czy żyje w grzechu ciężkim?
Jakie obowiązki mają względem siebie małżonkowie po separacji (bezterminowej)?
Czy mógłby ksiądz powiedzieć, kto jest właściwą osobą do wyznaczenia delegacji do sakramentu małżeństwa w kaplicy pw. Świętej Rodziny w Józefowie? (8:10)
Moje pytanie dotyczyło tego, kto Bractwu przyznaje delegację do sakramentu małżeństwa, a nie kto z Bractwa o nią występuje. (30:15)
W kontekście prokreacyjnego celu małżeństwa: Co ksiądz myśli na temat małżeństw zawieranych przez osoby w starszym wieku, gdy praktycznie nie ma szans na potomstwo? Czy np. zatajenie przez kobietę, że już jest po menopauzie może być powodem unieważnienia małżeństwa?
Czy w Bractwie jest możliwe przyjęcie przez kapłana oświadczeń od pary niesakramentalnej z przeszkodami do zawarcia małżeństwa sakramentalnego, że zobowiązują się do życia w czystości? Jeżeli tak, to jakie są warunki, aby taka para mogła funkcjonować w społeczności Bractwa i korzystać z sakramentów?
Jakie jest stanowisko Kościoła ws. wazektomii? Czy młody nieżonaty mężczyzna może dostać rozgrzeszenie po tym, gdy już się takiemu zabiegowi poddał, czy też musi robić rewazektomię za 20 tys. zł? (40:02)
Czy wazektomia jest zawsze grzechem śmiertelnym, nawet gdy człowiek nie planuje / nie chce mieć potomstwa? (53:37)
Czy jeśli małżeństwo po modlitwie, rozeznaniu i rozmowie ze spowiednikiem uznało, że nie planuje więcej potomstwa (na przykład mają czwórkę dzieci, które teraz wychowują), to czy dozwolony jest NPR?
Czy ze względu na osoby zapraszające, katolik może uczestniczyć jako gość w ślubie cywilnym?
Jak powinno wyglądać tradycyjne katolickie wesele? Duże, w kameralnym gronie, z alkoholem czy bez? Na co zwrócić uwagę podczas przygotowań zewnętrznych co do celebrowania uroczystości ślubu? Czy jest jakaś tradycja przystrajania kaplicy/kościoła na dzień składania przysięgi małżeńskiej?
Jaki jest dobry powód, żeby iść do małżeństwa, a nie kapłaństwa, skoro kapłaństwo jest najlepsze?
Czy osoba transpłciowa po terapii hormonalnej może zawrzeć ślub kościelny?
Co jeśli jeden z małżonków straci pamięć i z tego powodu będzie czuć nawet antypatię do współmałżonka?
W ostatnich PiO w pytaniu dotyczącym zakonów powiedział ksiądz, że nawet małżonkowie po odchowaniu dzieci mogą wstąpić do zakonu. Czy nie kłóci się to z przysięgą małżeńską "nie opuszczę cię aż do śmierci"?
Czy małżeństwa obciążone chorobą genetyczną dziedziczną, dowiedziawszy się o tym po ślubie, mogą zrezygnować z rozmnażania?
Czy idealny model rodziny to 2+∞? (48:43)
Mąż i żona + niezliczone potomstwo (49:58)
Czy lepiej być miernym mężem i ojcem, czy raczej nie być nim wcale? Czy znając swoje skłonności do depresji i lęków warto wchodzić w związek małżeński?