Pytania z tagiem: teologia
Czy niebo to konkretne miejsce (rzeczywista przestrzeń), w której znajdują się dusze zbawionych oraz Trójca Przenajświętsza i Maryja? Czy może niebo to tylko stan duszy po śmierci - albo dusza ma wizję uszczęśliwiającą Boga, albo jej nie posiada i cierpi z tego powodu karę piekła lub czyśćca?
Na kazaniu, podczas I Komunii Św. w mojej rodzinnej parafii, ksiądz tłumaczył dzieciom, że niebo to tylko stan duszy, a nie konkretne miejsce. Mi taka teoria nie pasuje, ponieważ Jezus i Maryja są w niebie razem z ciałami.
Moderniści twierdzą, że aniołowie być może istnieją, ale poznać ich, usłyszeć, zobaczyć nie można, a tradycyjna teologia katolicka twierdzi przeciwnie, że można.
Jak ksiądz uzasadniałby takie możliwości, wspierane wielokrotnie w Piśmie Świętym (np. w opisie zwiastowania NMP), że człowiek może usłyszeć i zobaczyć anioła Bożego, a nawet z nim rozmawiać, pomimo że człowiek jest materialno-duchowy, a anioł wyłącznie duchowy?
Czy teologia katolicka wypracowała podstawy antropologiczne wyjaśniające i uzasadniające możliwość obcowania ze świętymi i aniołami, wbrew twierdzeniom modernistów?
W jaki sposób nauczać nasze dzieci o duszy ludzkiej?
Jak można interpretować słowa Pana Boga z 3 rozdziału Księgi Rodzaju:
"przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia" (werset 17).
Czy nie można tego interpretować w ten sposób, że to Pan Bóg stworzył zło na ziemi, przeklinając ją i sprowadzając na ziemię grzech, wszelkie nieszczęścia i cierpienia?
(18) "Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli."
„Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was." Dlaczego lepiej, żeby Pan Jezus odszedł? I dlaczego warunkiem koniecznym zesłania Ducha Św. było odejście Pana Jezusa?
Skoro Jezus u Jana tchnął na uczniów i dał im Ducha Świętego, to czemu potem uczniowie drugi raz musieli otrzymać Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy?
Herezja obediencjonalizmu.
Jak w praktyce odróżnić grzech ciężki od lekkiego? Wiemy z katechizmu, że grzechy ciężkie dotyczą poważnej materii, ale to, co jest poważną materią nie jest wcale oczywiste i każdy może mieć trochę różny na to pogląd.
Kiedy mamy do czynienia z grzechem przeciwko Duchowi Świętemu (bliźniemu łaski Bożej zazdrościć)? Czy jeśli pomyślałem, że rodzice znajomego są bardziej pobożni od moich i pewnie dlatego oni i ich dzieci mają więcej łask, i że może gdyby moi byli bardziej pobożni, to np. nie chorowaliby tak często i w ogóle byłoby wtedy lepiej, to czy pojawienie się takiej zazdrości jest już takim grzechem? Chwilę później przyszło mi do głowy, że nie powinienem tak myśleć, bo to może być taki grzech i teraz mnie to martwi.
Zainspirowana pytaniem mojego chłopaka "z novusa" mam pytanie, nad którym nigdy się nie zastanawiałam. Dotyczy ono dogmatów w Kościele. Są one nieomylne i jest obowiązek wierzenia w ich treść. Jakie są powody, dla których Kościół wie, że są one nieomylne? Teoretycznie można by założyć, że któryś z nich został uchwalony przez nieuczciwego papieża, który nie kierował się dobrem wiernych, a swoim.
Może z okazji tego, że jest coraz głośniej o chrześcijańskim syjonizmie, mógłby ksiądz powiedzieć coś o 1000 lat panowania Chrystusa, potem o krótkim powrocie szatana itd. Sam w to kiedyś wierzyłem, bo głosiły to kanały z nazwy katolickie. Albo ogólnie o 3 dniach ciemności, o trzymaniu gromnicy na ten czas, itd.
Co ksiądz uważa o liczbie świąt nakazanych przez Kościół w roku liturgicznym? Pytam nie tylko o obecny stan po SW2, lecz ogólniej w kontekście różnych głosów teologów i filozofów katolickich, jakie się pojawiły przez wieki. Niektórzy argumentowali, że zbyt mała liczba świąt może nie oddawać należytej czci Bogu (Maryi itd.), inne głosy zwracały uwagę, że zbyt duża liczba świąt bardziej podważa prawdziwą religijność niż ją pogłębia. Gdzie ksiądz widzi tu złoty środek i czy winien on przesuwać się w zależności od czasów, a jeżeli tak, to w którą stronę i od czego powinno to zależeć?
Jak zrozumieć cuda wskrzeszania zmarłych (np. przez świętych), kiedy to zmarli - zaraz po swojej śmierci - są już osądzeni przez Boga? Czy Bóg wtedy wstrzymuje się z sądem nad duszą aż do ich ostatecznej śmierci?
Co ksiądz sądzi o zestawieniach w internecie, które pokazują elementy mszy jako elementy drogi krzyżowej? Offertorium - biczowanie i droga krzyżowa; konsekracja chleba i podniesienie Hostii - podniesienie krzyża itd.
Czy jest to najlepszy sposób uczestnictwa wiernych we Mszy (rozmyślanie o tych momentach), z tego powodu, że to jest to, co się RZECZYWIŚCIE dzieje? Jeśli tak, to czy odśpiewywane elementy, jak trakt, graduał itd. odśpiewywane są cierpiącemu na Kalwarii Chrystusowi, by Mu umilić ofiarę?
Czy ksiądz może bliżej wyjaśnić skąd bierze się uznanie spowiedzi za ważną pomimo braku żalu za któryś grzech lekki?
Zarzutem Bractwa w sprawie koncelebry w Novus Ordo jest fakt, że odprawianych jest mniej Mszy Świętych, co jest równoznaczne z mniejszą ilością łask spływających na ziemię.
W książce "Ofiara Mszy świętej", tomie I, rozdziale II, art 2, par 2. ("Wartość ofiary eucharystycznej oraz podstawa i sposób jej skuteczności") ks. Gihr pisze w następujący sposób:
Jeżeli jest wielu współcelebrujących kapłanów, tj. wielu konsekrujących kapłanów wykonuje prawdziwą czynność ofiarną, to wskutek tego ta jego czynność osiąga najzupełniej ten sam owoc, który by miała, gdyby on sam jeden odprawiał Mszę św.
Brzmi to jakby koncelebra była równoważna oddzielnym Mszom odprawianym przez kapłanów. Jak to się ma do zarzutu Bractwa wobec nowej Mszy?
Jak pogodzić istnienie ras ludzkich z tym, że był biblijny potop i przetrwało tylko osiem osób z jednej rodziny?
Skoro najwyższym prawem Kościoła katolickiego jest zbawienie dusz, a zgodnie z Boską obietnicą umocowaną w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła zbawienie dusz jest możliwe w owym Kościele pod papieską władzą rządzenia Nim, to zgodnie z elementarną logiką jedynym prawem, jakie mogłoby uzasadnić konsekrowanie na biskupa wbrew papieskiemu zakazowi jest owo prawo najwyższe, gdyż żadne inne prawo nie może stać ponad prawem najwyższym, więc w związku z tym mam do księdza Szymona Bańki następujące pytanie:
Skąd bierze się u księdza teologiczna pewność w wierze, że dzięki apostolatowi FSSPX został zbawiony chociaż jeden człowiek, który nie zostałby zbawiony, gdyby Jego Ekscelencja ksiądz arcybiskup Marcel Lefebvre nie konsekrował nikogo na biskupa 30 czerwca 1988 roku w Écône wbrew papieskiemu zakazowi?
Dlaczego w spowiedzi powszechnej NMP, św. Michał Archanioł i św. Jan Chrzciciel są wymienieni jako "błogosławieni", za to św. Piotr i Paweł są już wymienieni jako "święci"?
Co w dniu sądu ostatecznego stanie się z osobami, które trafiły do limbus puerorum? Zmartwychwstaną w ciałach naturalnie doskonałych i będą postronnymi świadkami sądu?
Czy są znane przypadki zmian doktryny przez papieży bądź sobory przed Soborem Watykańskim II?
W Ogrójcu anioł pocieszał Pana Jezusa. Na czym to pocieszenie mogło polegać?
Dobre uczynki w stanie grzechu śmiertelnego nie są zasługujące. Czy po spowiedzi św. stają się zasługujące? Czy tylko spowiedź św. przywraca dobre uczynki jako zasługujące, które wcześniej uczyniono w stanie łaski uświęcającej? Czy można ofiarować swoje cierpienia za innych, bądź siebie w stanie grzechu śmiertelnego? Czy jest sens modlitwy za innych i za zmarłych w tym stanie? W każdym przypadku zakładając, że człowiek chce przystąpić do spowiedzi, a nie trwać w grzechu śmiertelnym.
Jakiś czas temu usłyszałem z ust pewnego katolickiego youtubera, że modlitwa osoby nie będącej w stanie łaski uświęcającej jest mało wartościowa/bezwartościowa, a może być wręcz zuchwałością względem Boga. Czy tak rzeczywiście jest? Skoro brak modlitwy jest grzechem, a modlitwa zuchwałością, to wychodziłoby na to, że cokolwiek taka osoba nie zrobi, to byłoby źle.
Czy tradsi i posoborowcy wierzą w tego samego Boga?
Czy są jakieś znaki, które wskazują, że dusza jest w stanie łaski uświęcającej?
Czy mógłby ksiądz omówić twierdzenie teologiczne, że: "Pan Bóg jest we wszystkich swoich stworzeniach przez swoją istotę (per essentiam), przez swoją obecność (per praesentiam), przez swoją potęgę (per potentiam), a przez swoją łaskę (per gratiam) tylko w duszach wolnych od grzechu ciężkiego" - cytat za przypisem z Twierdzy Wewnętrznej św. Teresy Wielkiej.
Czy jest coś takiego jak "doświadczenie Boga żywego"?
Czy dzień naszej śmierci jest z góry ustalony przez Boga i czy będzie to moment, w którym dusza jest w najlepszym stanie, aby być zbawiona? Na przykład ktoś jest całe życie katolikiem i umiera w łasce uświęcającej, więc ma dobry moment na odejście, a ktoś, mimo że jest katolikiem, to w pewnym momencie idzie w złą drogę, np. niesakramentalny związek, więc prawdopodobieństwo śmierci w stanie łaski jest mniejsze. A co przy śmierci nagłej? Albo np. człowiek umiera w grzechu, ale za 20 lat pod wpływem modlitw by się nawrócił, a tak - Bóg go zabrał przed tą szansą.
Proszę o wyjaśnienie słowa "święty". Niedawno córka powiedziała mi, że jest świętą, bo właśnie była u spowiedzi. W pierwszej chwili myślałem, że jest pod wpływem niewłaściwych nauk protestanckich, bo świętym można zostać po śmierci, po procesach beatyfikacji i kanonizacji. Gdy zacząłem dociekać, okazało się, że w kilku miejscach Nowego Testamentu, np. św. Paweł, nazywa świętymi żyjących, współczesnych mu ludzi.
Czy nasi zmarli nas widzą, czy potrzebne jest do tego specjalne Boże objawienie?
Skoro dla zdrowia należy zachowywać zbilansowaną i wystarczająco kaloryczną dietę, to dlaczego wielcy pokutnicy w przeszłości żywili się np. samą tylko kromką chleba dziennie? Czy nie grzeszyli narażając swoje zdrowie na szwank? Czy my sami, nie będąc poruszeni specjalną łaską lub światłem Bożym, możemy coś takiego praktykować?
Osoba niewierząca określiła, że jedzenie ciała i krwi drugiego człowieka jest obrzydliwe (miała na myśli Hostię). Porównała to do kanibalizmu. Ciężko zaprzeczyć takiemu skojarzeniu... Jak religia to wyjaśnia?
Nawiązując do ostatniego pytania o krzyż - czy każdy człowiek jest powołany, aby mieć w swoim życiu jakiś ciężki krzyż czy jest to łaska dla wybranych? Obecnie w życiu oprócz trudności dnia codziennego i zmagania się z grzechami nie odczuwam jakichś bolesnych krzyży. Czy to wystarczy? Czy to oznacza, że Bóg przygotowuje coś o wiele bardziej ciężkiego? Przyznam, że kiedy ostatnio ksiądz odpowiedział w ten sposób, to troszkę się przestraszyłem. Zastanawia mnie, czy ilość cierpień w życiu człowieka może mieć związek z tym, ile on popełnia grzechów ciężkich? Czy jeśli człowiek ma więcej wad oraz złych skłonności, to Bóg da mu więcej krzyży w celu odpokutowania lub opamiętania się?
Może dziwne, ale... Adam i Ewa mieli dwóch synów. To skąd później wzięli się inni ludzie?
Często się mówi, że piekło jest zamknięte od wewnątrz - tzn. każdy idzie do piekła na własne życzenie i ludzie potępieni nie chcą z niego wyjść i nawrócić się do Boga. Tymczasem, gdy Jezus odrzuca grzeszników w ogień piekielny, ci próbują się usprawiedliwić "...kiedy widzieliśmy Cię głodnego, nagiego czy w więzieniu i nie pomogliśmy?" (Mt 25, 37)- zupełnie jakby chcieli, by Jezus się nad nimi zlitował. Podobnie bogacz prosi z piekieł o pomoc Abrahama, o kroplę wody. Czy potępieni więc chcieliby być zbawieni, czy jednak są tak zatwardziali w grzechu, że nawet w piekle odrzucają Boga?
Dlaczego podczas modlitwy Kyrie stoimy, skoro jest to modlitwa, w której prosimy Boga o zmiłowanie?
Co Kościół Święty mówi o tak zwanych cyrografach? Czy to tylko zabobon, legenda i symbol pychy człowieka niczym w Panu Twardowskim i Fauście, czy realna umowa, której nie da się rozerwać?
W książce "Rozważ to dobrze" jest przywołana wizja piekła św. Teresy, która mówiła, że Pan Bóg jej pokazał "jakie sobie miejsce gotowała w piekle" (s. 110 - a spowiednicy za jej zgodą powiedzieli, że nigdy nie zgrzeszyła ciężko). Na jakiej zasadzie gotowała sobie miejsce w piekle, skoro za grzechy lekkie do piekła się nie idzie? Czy jednak się idzie? Czy my w tej sytuacji, będąc daleko mniej świętymi od św. Teresy, też gotujemy sobie miejsce w piekle i jest ono tam dla nas zarezerwowane?
Czy Bóg pragnie zbawienia każdego człowieka? Jeśli tak, to czemu miliardy nieochrzczonych dzieci nie trafiają do nieba, a taki limbus z pewnością zbawieniem nie jest, jak zdefiniowano m. in. na XV Synodzie Kartagińskim czy w bulli "Laetentur Caeli" Soboru Florenckiego?
Czy w tym piekle można mieć jakąkolwiek komunię z Bogiem? Jeśli tak, to czemu limbus jest częścią piekła, a jeśli nie, to czemu ludzie tam mogą być szczęśliwi, wyłącznie będąc w wygodnych warunkach naturalnych?
Kim jest Bóg?
Czemu Bóg stworzył ludzi, o których wiedział, że pójdą do piekła?
Skoro ból przy porodzie jest dla ludzi karą za grzech pierworodny, to czy stosowanie znieczulenia do porodu nie jest niemiłe Panu Bogu?
Jak Kościół powinien zareagować, gdyby bez żadnych wątpliwości (czysto teoretycznie) udało się potwierdzić istnienie świadomego życia pozaziemskiego oraz w jakiś sposób udało się ustalić, że to życie nie zna Boga ani Jezusa Chrystusa?
Mam pytanie odnośnie do wolnej woli. Dlaczego to, że mamy możliwość, by robić rzeczy złe, a nie tylko dobre i neutralne moralnie jest tak wielkim, dobrym darem oraz dlaczego my jako potomkowie Adama i Ewy odziedziczamy po nich grzech pierworodny, który nawet po chrzcie zostawia rany i złe skłonności w duszy? Dlaczego każdy nowo narodzony człowiek nie może być w takim stanie łaski jak przedtem Adam i Ewa przed popełnieniem grzechu pierworodnego? Czy chodzi o to, że każdy z nas w ich sytuacji postąpiłby tak samo (nie posłuchałby się Pana Boga)? Czy nie sprawiedliwiej byłoby, gdyby każdy zaczynał od "zera", bez bagażu grzechu przodków?
Czemu Maryja objawiając się w różnych miejscach na świecie wygląda inaczej (wizualnie pasując do danej kultury)? Skoro Maryja to człowiek, a więc jej wygląd raczej nie powinien się drastycznie zmieniać?
Czy z moją wiarą jest coś nie tak, jeśli nie jestem zbytnio "intencyjny" w modlitwie? Uważam katolicką doktrynę o wszechwiedzy i opatrzności Bożej za wspaniałą i przez to nawet jak w mojej rodzinie dzieją się jakieś złe rzeczy, to nie odczuwam jakiejś potrzeby, żeby modlić się specjalnie w tej konkretnej intencji, a prędzej o wytrwanie i akceptację Bożej woli.
Księże, niemal w każdej książce rozwoju życia duchowego ("W szkole świętego Ignacego" czy "Rozważ to dobrze") jest mowa o oderwaniu się od powabu świata - przykładem godnym naśladowania zwykle są osoby idące na pustynię lub do zakonu. Jak my, żyjący w rodzinie, mamy to zrobić, skoro sami go (ten powab) tworzymy? Udoskonalamy to, czym się zajmujemy: posiłki stają się coraz smaczniejsze, dzieła naszych rąk stają się coraz piękniejsze itp. Święta Rodzina, mimo że żyła w rodzinie, żyła raczej na sposób zakonny niż świecki, więc trudno z Niej brać bezpośredni przykład.
W objawieniach Maryjnych (np. siostrze Łucji) padają często sformułowania, że grzechy ranią serce Maryi / Pana Jezusa i odwrotnie - nasze akty pobożnościowe są dla Najświętszej Maryi Panny / Pana Jezusa przyjemne, są pocieszeniem itd. Jak należy to rozumieć, mając na uwadze fakt, że NMP / Pan Jezus posiada wizję uszczęśliwiającą i nie może cierpieć? I odwrotnie - czy nasze akty miłości względem Maryi mogą powiększać Jej szczęście w niebie?
Moje pytanie dotyczy intencji modlitwy. Przy rozważaniach tajemnic bolesnych lub na drodze krzyżowej, czasem mam intencję wspierania Pana Jezusa w tych najtrudniejszych chwilach. Chcę dać Mu swoją obecność, po ludzku Go pocieszyć. Wiem, że dla Pana Boga czas nie jest żadną barierą, więc tutaj nie powinno być problemu.
Z drugiej strony, w Piśmie Świętym jasno jest powiedziane, że Pan Jezus został opuszczony przez wszystkich. Czy w związku z tym taka intencja ma w ogóle jakiś sens? Czy nie podważa ona Boskiego planu zbawienia? Nie śmiałbym tego robić, chcę tylko choć trochę dopomóc Panu Jezusowi, choćby swoją obecnością. Kieruję się tu miłością, przynajmniej tak jak w niedoskonały sposób ją rozumiem, ale nie chcę pobłądzić.
Kościół powszechny i apostolski naucza, że żadna dusza nie mogła dostąpić zbawienia, począwszy od Adama i Ewy aż do czasów Mesjasza, wskutek grzechu pierworodnego. Dopiero Chrystus, jako pierwszy spośród ludzi, po Swej śmierci zstąpił do piekieł, otworzył niebo wybranym, którzy oczekiwali zbawienia wiecznego, zmartwychwstał i wstąpił do nieba. Chrystus jako pierwszy Bóg-człowiek Swoją śmiercią zbawił Swój lud i wszystkich wybranych.
W Starym Testamencie są jednak opisy "wzięcia do nieba" pojedynczych wybranych, jak proroka Eliasza w rydwanie ognistym (2Krl 2). Co się ostatecznie stało z prorokiem Eliaszem: czy wstąpił do nieba i został zbawiony (bo nie ma opisu jego śmierci), czy też musiał czekać, tak jak wszyscy inni wybrani Boga, na przyjście Mesjasza Bożego, aby im otworzył bramy zbawienia wiecznego? A nie był niepokalanie poczęty jak NMP.
Czy Bóg na sądzie weźmie pod uwagę całe nasze życie, czy tylko moment śmierci? Czy wybierze dla nas najkorzystniejszy moment do zbawienia? Do którego momentu nasz akt woli ma wpływ na nasz los po śmierci? Czy może być on uczyniony w myślach, jeśli ktoś ma demencję czy jest w agonii?
Ile w drodze do świętości zależy od nas, a ile od Boga? Jezus mówi, że nic bez Niego nie możemy uczynić i grozi nam pelagianizm. Z drugiej strony mamy świętych, którzy sami nakładali sobie surowe pokuty na swoje grzechy oraz głosili, że łaska bazuje na naturze.
Co tak naprawdę wiemy o Aniołach Stróżach? Niestety, mamy wiele modernistycznych naleciałości.
Zdaje się, że w XIX wieku zaczęły funkcjonować kobiece zakony bezhabitowe. Jak się do tego odnieść i w jakim celu właściwie powołano je do istnienia?
Czy można potępić się przypadkiem? Na przykład, ktoś przed śmiercią aktem woli wzywa Boga lub nawet się wyspowiadał, ale po drugiej stronie okaże się, że miał zły obraz wiary, był letnim katolikiem lub był pod wpływem modernistycznych księży lub innych herezji.
Czy państwo powinno być wyznaniowe?
Proszę o wyjaśnienie różnicy między intencją Mszy św., a własną, wiernego słuchającego Mszy św.
W 1439 r. została opublikowana bulla Laetentur Caeli na Soborze Florenckim. Głosi ona jasno, że ludzie, którzy umierają z grzechem śmiertelnym lub z samym TYLKO grzechem pierworodnym, idą bezpośrednio do piekła. Cała bulla pisana jest w języku dogmatycznym, zatwierdzona jest przez papieża, który ją ogłasza "ad perpetuam rei memoriam" i w imię Trójcy Św. definiowane są dogmaty, w tym także ten o potępieniu nieochrzczonych.
Dlaczego więc ksiądz dopuszcza możliwość, że np. muzułmanin nieświadomy istnienia chrześcijaństwa może się zbawić, gdy sobór mówi co innego?
Dlaczego podczas Mszy Świętej wstajemy na "Ojcze Nasz", skoro na ołtarzu jest konsekrowana hostia?
Czy mógłby ksiądz powiedzieć coś na temat tego, w jakim stanie znajdują się dusze zbawione, przebywające w czyśćcu czy potępione? Czy zdobywają one pełen potencjał intelektualny dla ludzkiej natury? Przecież niektórzy umierają nie dożywając dojrzałości, a nawet niektóre dzieci giną jeszcze przed narodzeniem. W sensie biologicznym nie ma tutaj mowy o żadnym używaniu rozumu, dziecko w fazie zarodkowej czy płodowej przecież nie może tego czynić.
Mógłby ksiądz powiedzieć kilka słów na temat panenteizmu (nie mylić z panteizmem!), czyli poglądu, że Bóg przenika Wszechświat, ale nie jest przez niego ograniczony i z nim tożsamy? Jak to wygląda w świetle nauki tradycyjnej Kościoła i filozofii Tomasza, jest w tym sens, czy to kolejna modernistyczna herezja (zyskuje popularność, zwłaszcza w kontekście ekumenizmu)?
Czy Pan Jezus po swojej śmierci krzyżowej zstąpił od razu do piekieł, czy "wpadł na chwilkę do nieba", aby przyprowadzić do raju dobrego łotra?
Uzupełnienie pytania z poprzedniego odcinka dotyczącego problematyki niewolnictwa. Pierwotne brzmienie X. Przykazania mówi: „Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani roli, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnych rzeczy, które jego są". Czy należy rozumieć, iż Kościół od czasów ustanowienia X przykazań zmienił podejście do niewolnictwa, tak samo jak zmienił podejście do wielu innych aspektów społecznych?
Skoro niebo jest miejscem, do którego z duszą i ciałem wstąpił Pan Jezus i także z duszą i ciałem została zabrana Matka Boża, to jak można odnieść ten fakt do obecności w niebie większości świętych, których obecność tam ogranicza się jedynie do obecności jedynie ich duszy? Czy Kościół wypowiada się w tej kwestii, jak może wyglądać tego typu współistnienie w niebie osób, mających ciało jak i osób mających jedynie duszę?
Czy może być tak, że skoro niebo jest poza czasem, to w jakiś sposób dusze świętych otrzymały już ciała chwalebne, ale my na ziemi nie mamy o tym jeszcze wiedzy, czy może Kościół wyklucza taką możliwość?
Jakie jest tradycyjne podejście Kościoła do niewolnictwa? Na przestrzeni dziejów niewolnictwo było wpisane w funkcjonowanie ludzi na co dzień (niewolnictwo jest nawet obecne w X przykazaniach). Czy w obecnych czasach posiadanie niewolnika jest grzechem?
(W obecnych warunkach można tak nazwać osobę, która dobrowolnie, bez przymusu poświęca swoją wolność na rzecz służenia danej osobie/rodzinie w domu, nieodpłatnie, do końca swych dni.)
Czy dusze będące w Niebie mogą odczuwać w pewien sposób smutek lub żal, gdy jej najbliższa osoba z życia ziemskiego (mąż/żona/ojciec/matka/córka, itp.) jest potępiona?
Każdy człowiek dostaje ilość łaski wystarczającą do zbawienia? Jednak są ludzie, którzy umierają bez chrztu przed osiągnięciem zdolności używania rozumu (zwłaszcza że są dzieci umierające przed narodzeniem, więc nikt nawet by ich nie mógł ochrzcić) i jest to od nich niezależne. Ci ludzie trafiają do limbusa i nie mogą ze względu na brak chrztu osiągnąć zbawienia. Jak to pogodzić?
Dlaczego Bóg nigdy nie koryguje, poprzez interwencję, postanowień doktrynalnych (w ogóle żadnych postanowień) Kościoła? Oczywiście nie koryguje też postanowień podrugosoborowych.
Czy zły duch może oddziaływać na materię? W sensie, czy np. może przesuwać przedmioty albo kogoś uderzyć itd.? Są różne opinie: ruchy charyzmatyczne twierdzą, że może, z kolei zaś filozofia klasyczna (św. Tomasza) stoi na stanowisku, że nie miesza się porządku świata duchowego i materialnego.
Czy w czyśćcu istnieje czas? Mistycy i święci twierdzą, że niektóre dusze są tam wiele lat, a po naszej śmierci ponoć czas już nie istnieje.
Jezus bardzo krytykował gadatliwość na modlitwie. Jak to się ma do ojca Pio czy św. Faustyny, którzy odmawiali różaniec praktycznie cały czas? Czy gdyby zwykły świecki tyle się modlił, zakładając, że spełnia swoje obowiązki stanu, to byłoby to złe?
Jak w koncepcji bezczasowego Boga możemy mówić o ludzkiej naturze Syna? Że Syn nie posiadał tej natury kiedyś (?), a potem (?) już tak? Czy Bóg jest zmienny w czasie? Jak to rozumieć?
Kiedy modlimy się za jedną osobę, to łaski idą na tę osobę, za którą się modlimy, a czy jeśli modlimy się za więcej osób, to te łaski "rozkładają" się na te osoby, czy na każdą osobę idzie tyle samo łask, co gdybyśmy się modlili tylko za nią?
Czy żal doskonały to tylko świadomy akt woli czy niezasłużona łaska Boża?
Jak to się stało, że zaniedbanie Maryi i Józefa - nieupewnienie się, że Jezus wraca z Jerozolimy z nimi w tym tłumie ludzi - nie było (przynajmniej) grzechem lekkim?
Czy zechciałby ksiądz omówić akty (czyny) wg prawa kanonicznego, za które ich sprawcom grozi ekskomunika z Kościoła Powszechnego?
Jakie łaski daje nam adoracja Najświętszego Sakramentu? Czy to jest różnica, czy hostia jest zamknięta w tabernakulum, czy jest w monstrancji wystawiona np. na ołtarzu? I czy koniecznie trzeba trwać przy tym w ciszy, czy też można pomóc sobie odmawianiem różańca?
Słuchając katechizmu Św. Piusa X i kazań księży FSSPX dowiedziałem się, że potomstwo to dla małżonków łaska i dar Boga, który wcale nie musi ich tym obdarzyć... Jak to się ma do celu małżeństwa? Czy Bóg może powołać kogoś do bezdzietności? Jakie mogą być ku temu przeszkody i jaki wtedy jest cel takiego małżeństwa? I nie chodzi tu o małżeństwa zawierane w bardzo późnym wieku.
Czy zechciałby ksiądz wyjaśnić, czy i w jaki sposób łaska Boża jest raz substancjalną formą, a innym razem jest tylko przypadłościowa, kiedy i dlaczego? Bo przecież Pan Bóg mówi, że „Jego Słowo nie powraca do Niego bezowocne nie wykonawszy tego, co zamierzył" (Iz 55,11), więc jeśli Słowo Boże utożsamia się z łaską, to zmienia się ono z przypadłości na powrót w substancję? Jak to należy rozumieć?...
Jak to możliwe, że w Bogu łaska (i wiedza także...) jest formą substancjalną, ale kiedy zostaje zesłana na człowieka, staje się tylko jego bytu przypadłością? Substancji łaski człowiek nie może doświadczyć ani zapoznać, ale gdy łaska Boża staje się bytem przypadłościowym, czy wówczas można ją zapoznać, np. zobaczyć, odczuć jej obecność itp.?
Mam pytanie do grzechów pokoleniowych. W książce pt. "Grzechy rodziców w wychowywaniu dzieci" (Biblioteka Rodziny Katolickiej), która jest dostępna w wydawnictwie Te Deum, autor ks. Charles Hugo Doyle pisze o grzechach pokoleniowych (a dokładnie o tym, że skutek grzechu przechodzi na następne pokolenia), przytaczając fragmenty Starego Testamentu. Można prosić o wyjaśnienie?
Często ksiądz wspomina o tym, że Magisterium jest jak bukiet kwiatów - niektóre już całkiem rozkwitły, inne są jeszcze pączkami. Które elementy Magisterium jeszcze rozkwitną? Czego jeszcze nie wiemy? Które kwestie ksiądz uważa za najbardziej niewyjaśnione? Czego jeszcze nie rozumiemy?
Na spotkaniu domowego kościoła rozmawialiśmy o Królestwie Bożym i w materiałach formacyjnych padło stwierdzenie, że "jest to królestwo, w którym królem jest Chrystus Sługa". Czy to ma sens?
Jakie jest pochodzenie i znaczenie oktawy? Pytam ogólnie o oktawy, a nie jakąś konkretną. Dlaczego akurat 8 dni? Czy oprócz oktawy i 9-dniowych nowenn, praktykuje się jakieś inne podobne okresy?
Czy Matka Boża przyjęła chrzest? Czy miał jakąkolwiek wartość dla Niej jako Niepokalanej, pełnej łaski i zjednoczonej z Duchem Świętym?
Czy gdyby papież, będąc już wybranym i pełniącym urząd, dokonał konwersji na inne wyznanie [czyli już jest ważnie wybranym papieżem - x.] na przykład na islam wypowiadając formułę inicjacji (...) [w jaki sposób to wszystko jedno, jeśli byłby to ważny akt apostazji - x.] to nadal pozostawałby papieżem, czy takim aktem postawiłby się poza Kościołem wierzącym w Boga Trójjedynego? Czy byłby ktoś, kto mógłby dokonać oceny wiary papieża?
Na czym polega papieska "władza kluczy", dana urzędowi św. Piotra Apostoła - papieża, przez Chrystusa Pana: Mat.16,19: "Et tibi dabo claves regni cœlorum: quodcumque ligaveris super terram, erit ligatum et in cœlis, et quodcumque solveris super terram, erit solutum et in cœlis". "I tobie dam klucze do królestwa niebieskiego, cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebiesiech, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebiesiech".
- Czasownik "dabo" [dam] jest użyty w czasie przyszłym: czy to oznacza, że w chwili wypowiadania tych słów Jezus tylko zapowiedział przekazanie władzy kluczy Piotrowi Apostołowi, czy może jednak takie powołanie na urząd i przekazanie władzy faktycznie odbyło się w tej konwersacji?
- Jeśli zaś była to tylko zapowiedź, kiedy nastąpiło faktyczne przekazanie władzy kluczy?
- Jakiego zakresu rzeczowego i osobowego dotyczy władza kluczy? Czy papież może tą władzą ustanawiać nowe dogmaty wiary, albo orzec, że wszyscy bogowie, m. in. Allach, są różnymi nazwami i wyobrażeniami tego samego Boga w Trójcy Jedynego?
- Gdy nowy papież jest wybrany przez konklawe, kiedy następuje przekazanie mu władzy apostolskiej:
- a) gdy wyrazi zgodę na pełnienie urzędu,
- b) gdy ubiera się w strój papieski,
- c) gdy udziela pierwszego błogosławieństwa Urbi et orbi,
- d) gdy zostaje koronowany (a jeśli współcześnie papieże nie są koronowani, to kiedy?)
Obecni papieże (od Pawła VI, Jan XXIII był ostatnim, który nosił publicznie tiarę, czyli koronę papieską) insygniów królewskiej władzy papieskiej, berła i tiary, nie noszą, w takim razie kiedy przyjmują oni władzę apostolską urzędu, jaki piastują?
Czy mógłby ksiądz przybliżyć tematykę grzechów przeciw Duchowi Świętemu? Za mało o nich jest w katechizmie. Kiedyś słyszałem od jednego z posoborowych księży, że niezwykle trudno jest taki grzech popełnić, a generalnie polega on na tym, że my sami czynimy go nieodpuszczalnym - czy to jest prawda? Jak odróżnić np. 1 grzech przeciw Duchowi Świętemu od zuchwałego popełniania kiedyś w przeszłości grzechów ciężkich w nadziei, że "jakoś to będzie, bylebym dociągnął do spowiedzi" - co chyba niestety jest dosyć powszechne, czy nie?
Jaka jest różnica między składaniem ofiary zamawiając Mszę Świętą, a złożeniem ofiary jako wierny w ławce, który dołącza swoje ofiary i intencje w czasie ofiarowania? Czy ma to duże znaczenie?
Czy mógłby ksiądz skategoryzować sakramentalia z przykładami ich przeznaczenia i pożytkiem dla duszy i ciała (ogólnie taki mini-wykład o sakramentaliach)?
Czy mamy różne talenty, zdolności dlatego, że Pan Bóg dał nam to w łasce przy tworzeniu się w łonie matki, czy daje nam to jako łaskę w danym momencie, który uznaje za słuszny? Dajmy na to, że mam zdolności łatwego uczenia się bez wysiłku i logicznego myślenia. Czy to Pan Bóg w danym momencie oświeca mój rozum, czy ta inteligencja wynika z łaski danej już przy tworzeniu się i mimo, że "własnymi siłami" to jednak danej przez Pana Boga jako źródła tych zdolności?
Co z nadawaniem chłopcom imienia Jezus? W krajach latynoskich jest ono dość popularne, w innych miejscach nie występuje wcale. Jest to jakoś motywowane teologicznie, czy po prostu zwyczajowo?
Czy cierpienie dzieci przed tym jak zaczynają używać rozumu, wariatów, etc. ma jakąś wartość jeżeli nie jest stricte przyjęte i znoszone świadomie? Czy, na przykład, gdy ktoś był krzywdzony będąc w patologicznej rodzinie, jego cierpienie, powiedzmy do 6-7 roku życia nie ma żadnej wartości (nadprzyrodzonej)?
Spotkałem się kiedyś na novusie z sytuacją, że w czasie dożynek, na stole ołtarzowym, przed celebransem, przez całą Mszę leżał wielki bochen chleba, "dar rolników". Jak to jest, czy ksiądz wypowiadając słowa konsekracji równocześnie konsekruje wszystkie chleby znajdujące się na ołtarzu, a tym samym cały ten bochen również podlegał przeistoczeniu (a tym samym późniejszej wielkiej profanacji)? Zdarza się przecież całkiem często, że konsekrowane są również komunikanty dla wiernych nie trzymane przez kapłana. Czy do przeistoczenia konieczne jest wzbudzenie przez kapłana intencji dotyczącej tego, co ma zostać konsekrowane, a co nie? A jeśli tak jest, to czy jest możliwe, że w Komunii otrzymamy nie Ciało Jezusa Chrystusa, ale zwykły chleb, bo kapłan intencji z jakiegoś powodu, nawet specjalnie niezawinionego, nie wzbudził? Pytam oczywiście nie tylko o novusa, ale również o Mszę trydencką.
Teolodzy mają obowiązek zwrócenia uwagi na błąd swoim przełożonym, ale czy w takim razie powinni o tym błędzie mówić innym wiernym, czy nawet w mediach? Czy taki sam obowiązek mają osoby, które teologami nie są? Jak takie liberalne podejście do posłuszeństwa odróżnić od swawoli teologicznej i zapobiec chaotycznemu interpretowaniu prawa przez każdego na swój sposób?
Dlaczego Bóg ukarał Dawida za spis ludności? Przecież królowie często potrzebowali robić spis ludności na przykład ze względów podatkowych albo militarnych.
"Kapłan pochylony nad ołtarzem, modli się o łaski dla uczestników Ofiary. Owym aniołem, który ma Ofiarę przedstawić, jest sam Chrystus. Według innych jest nim Duch Święty bądź jakiś anioł ofiarnik." To jest cytat z modlitewnika "Te Deum". Pierwszy raz napotykam tak nieprecyzyjne sformułowania. Wygląda jak wynik ulicznej ankiety. Jezus Chrystus, Duch Święty czy anioł ofiarnik? Autorzy nie wiedzą czy nie było jednomyślności? Proszę księdza o komentarz. Dodam, że w "Mszy Wszechczasów" abp Marcela Lefebvre czytamy "Tym aniołem i posłańcem jest sam nasz Pan Jezus Chrystus".
Jak odnieść się do zarzutu wielu osób, które twierdzą, że skoro w Kościele jest tyle różnego rodzaju "nadużyć", skoro duchowni są tacy a tacy, nawet sama głowa Kościoła "nie domaga", to chrześcijaństwo nie może być prawdziwe?
Stwierdził ksiądz jakiś czas temu, że nawet heretyk może spłodzić wartościowe dzieło sztuki. Ale jak się to ma do słów Chrystusa, że po owocach poznacie i że złe drzewo nie może wydać dobrych owoców? Z tego wynikałoby, używając rozumu, że skoro owoce są dobre, to drzewo też musi być dobre, czyli, że herezja, bycie w stanie herezji, w stanie braku łaski, etc. też musiałyby być dobre. A skoro tak, to po co to całe chrześcijaństwo, wyrzeczenia i tak dalej?
Jak odróżnić objawienia demoniczne od kłamstwa lub przywidzeń?